czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 19

Kolejny dzień i godziny z Lau, bo już niedługo wyjeżdża. Co ja mam zrobić by nie pojechała, no co?! Ale nie chcę by była nieszczęśliwa. Jestem rozdarty, uhhh.
Nie wiem już co myśleć. Jak pojedzie to może tam poznać jakiegoś innego faceta i o mnie zapomni. O co to to, nie. Do tego nie dopuszczę.
*Oczami Laury*
Powoli się pakowałam do wyjazdu.
Uhh, przecież nie chcę jechać i ich wszystkich tu zostawić, a szczególnie Ross'a. Mógł by zrobić ten pierwszy krok jeśli mu na mnie zależy, czy w ogóle mu zależy, ehh. Ja na pewno nie będę pierwsza, on jest facetem i to on powinien walczyć. Nie mogę uwierzyć, że jadę już za 10 godzin. Może nie jechać? Nie wiem.
Poczułam wibrowanie w mojej kieszeni, zostałam sms-a od mojej koleżanki, Alice - tej, która zaproponowała mi wyjazd do Londynu.
,,I co Lau? Gotowa? Szczęśliwa i pełna euforii? :D Nawet nie wiesz jak ja się cieszę! Wreszcie razem i to w dodatku w Londynie przy nagrywaniu płyty i teledysków z zespołami! Powiedz tylko czy wszystko pewne. Czekam na odpowiedź. W razie czego będę za 10 godzin. Pa skarbie! 
                                                                                                                                         ~Alice"

Zapomniałam dodać, że ja i Ross nie jesteśmy już razem w domu. Zrosły mu się żebra i teraz jest już zdany na siebie. Nie odwiedza mnie od dwóch dni. Nawet nie wiem, czy się ze mną pożegna... Zależy mi na nim i myślałam, że po tym co mi wyznał, choć trochę zależy mu na mnie. A;e najwyraźniej myliłam się... Mówił że mnie kocha... Że mnie kocha...
-Cześć... Lau-powiedział jakiś głos stając w progu mych drzwi. Głos, którego już dawno nie słyszałam.
-Hej Ross-powiedziałam nawet nie odwracając się do niego. Dalej się pakowałam do walizki, która była na moim łóżku.
-Pomóc ci?-spytał.
-Nie. Już kończę. Po co przyszedłeś?-zapytałam chłodno. Teraz też na niego nie patrzałam, bo wiedziałam, że jeżeli to uczynię to wymięknę.
-Przyszedłem się pożegnać. Wiem, że to dla ciebie ważne. W końcu to dla ciebie wielka szansa pokazania się gdzieś. Mam nadzieję, że szybko wrócisz-powiedział z nadzieją w głosie.
-Wiesz, Ross... Wczoraj gadałam z Alice. Ja... Tak jakby... Wyprowadzam się? Nie wiem czy to dobre określenie. Nie będzie mnie około pół roku-powiedziałam, a jedna samotna łza wydostała mi się spod powieki.
-A-Ale jak to?-spytał nie rozumiejąc.
-No bo... To nie tylko teledyski... To też piosenki, choreografia i zespoły... Koncerty... Potrzebowali kogoś, kto szybko się uczy. Wybrali mnie-teraz kolejne łzy leciały po moim bladym już policzku.
-Lau... Musisz jechać?-spytał.
-Sama nie wiem... Ale chcę... Oczywiście nie chcę cię zostawiać-powiedziałam po czym nie wytrzymałam. Odwróciłam się w jego stronę i utonęłam w jego silnych ramionach. Potrzebowałam teraz tego najbardziej. Wsparcia, przytulenia... Jego samego... Wystarczyła mi tylko jego obecność. I to było najgorsze w tym wyjeździe: że on nie mógł jechać ze mną. A ja tak strasznie się bałam, że przecież on może kogoś poznać...
-Lau... Jestem przy tobie... Nie płacz-próbował mnie pocieszyć, kiedy ja nadal szlochałam.
-Wiem. Ale za chwilkę cię nie będzie-powiedziałam ze smutkiem.
-Ale zawsze bez względu na odległość będę przy tobie. Zawsze-to słowo odbijało mi się echem w głowie. Zawsze. Czy może być coś piękniejszego? Słowo ,,Zawsze" było symbolem wieczności w filmie ,,Gwiazd naszych wina". Izaac i Monica obiecywali sobie, że zawsze będą razem bez względu na wszystko. A teraz czuję, że Ross i ja możemy być razem bez względu na odległość. Tylko jak ja bez niego wytrzymam pół roku, jak nie mogę wytrzymać dwóch głupich dni?
-Cieszę się, że tu jesteś-powiedziałam patrząc mu w oczy. Otarł moje łzy i powiedział szeptem:
-Ja też-po czym musnął moje usta...
***
Przepraszamy!
Rozdziału nie było prawie miesiąc ale to przeze mnie (mówi Abi). Za bardzo zajęłam się swoim blogiem, potem szkołą i innymi sprawami, że kompletnie zapomniałam o tym blogu! Ale Rybka wczoraj mi napisała, że ma już skończoną pierwszą część (tak :) To pierwsze cudo to jej dzieło :D) a drugą pisałam ja. Właśnie dziś. Za jakiekolwiek błędy przepraszamy. Rozdział z dedykacją dla Patki Cher, która zawsze nas wspiera :D Przepraszamy, że taki krótki, ale sami rozumiecie, że oprócz bloga mamy życie prywatne. Mam nadzieję, że za bardzo nie przesłodziłam. To ja lecę. Do następnego!
~Ryba XDD
~Abi

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 18

*Oczami Laury*
-No hej! Wchodźcie-powiedziałam z uśmiechem na ustach otwierając drzwi przyjaciołom.
-Co tak długo?-spytał Riker z udawanym zdziwieniem, ale po chwili się zaśmiał. Ta... Mi do śmiechu nie jest. nadal mam przed oczami twarz Rossa znajdująca się zdecydowanie zbyt blisko mojej.
-Jak tam Ross?-spytał Rocky wchodząc do salonu, gdzie obecnie znajdował się mój przyjaciel.
-A dobrze, wiesz. Jak na rzazie czuję się lepiej-odpowiedział Ross kierując słowa do autora pytania. Po chwili dostałam sms-a. Był od mojej koleżanki. Szybko go odczytałam i aż oczy mi wyszły na wierzch.
-Lau? Coś się stało?-podeszła do mnie Delly.
-Nie. To znaczy tak. To znaczy... Przyjaciółka zaproponowała mi wyjazd do Londynu. Podobno jakiś znany producent chciałby, abym nagrała parę kawałków z ich nowym zespołem, albo wystąpiła w którymś z teledysków-powiedziałam wciąż nie dowierzając.
-A kiedy masz jechać?-spytał lekko załamany Ross, natomiast Delly właśnie mnie przytulała z radości.
-Za 4 dni. Super, co nie?-uśmiechnęłam się szeroko.
-Ta... Bardzo-wyczułam ironię w jego głosie.
-Coś nie tak?-spytałam podchodząc do niego.
-Nie, nic... Tylko... Myślałem, że nadal będziesz się mną zajmować.
-Uwierz mi, że chciałabym, ale jest to trochę skomplikowane... Wiesz, że bardzo mi na ty zależy... A poza tym, ty już jesteś wystarczająco zdrowy, że bez mojej pomocy sobie poradzisz-powiedziałam lekko oburzona.
-Tak uważasz?-spytał patrząc na mnie zszokowany.
-Owszem. A jak nie znajdziesz sobie inną pielęgniarkę.
-Ty myślisz, że to takie proste-powiedział cicho nie patrząc mi w oczy. Całe rodzeństwo Rossa przyglądało się z zaciekawieniem danej sytuacji. Spojrzałam na niego, po czym zamknęłam mocno oczy i powiedziałam:
-Przepraszam, ale to dla mnie szansa. A ty powinieneś to zrozumieć-po czym wstałam z kanapy i podeszłam do moich przyjaciół:
-Kawy czy herbaty?
*Oczami Rossa*
Nie mogę uwierzyć w to, że postanowiła mnie zostawić i wyjechać. Ona niczego nie rozumie... A myślałem, że to, że prawie się pocałowaliśmy, to coś znaczyło! Przecież... Chodzi o to, że... Ona jest moim powietrzem, gdzie nawet chwili bez niej nie wytrzymam...
-Zrobisz mi melisę?-spytałem krzycząc do niej.
-Melisę? Przecież ty jej nie...-nie dokończyła, bo jej przerwałem.
-Ale teraz mam na nią ochotę. To zrobisz mi?-spytałem lekko podenerwowany. Podniosła i ciśnienie na samą myśl o jej wyjeździe. Nie dopuszczę do tego...
-Jak sobie książę życzy!-odpowiedziała z lekką ironią w głosie, po czym słyszałem jak do czajnika elektrycznego wlewa wodę. Mam tego wszystkiego dosyć. Przecież ona nie może mnie zostawić. Ona jest całym moim światem!
-Ross braciszku, co się dzieje?-Ryd przyszła do mnie i objęła ramieniem.
-Nic... Po prostu na samą myśl o jej wyjeździe... Nie czułaś nigdy czegoś takiego, że wiesz, że zaraz zabraknie ci bliskiej osoby?
-Zakochałeś się, co?-spytała patrząc na mnie.
-Nie. Po prostu przywiązałem się do niej. To źle?-spytałem.
-Nie powinieneś za bardzo się przywiązywać do osób, co do których nie jesteś pewien. Poza tym chyba pierwszy raz się zakochałeś. Uważam, że Lau jest super dziewczyną i oddaną przyjaciółką, ale czy ona odwzajemnia twoje uczucia?
-A czy ja miałem wpływ na to, że się w niej zabujam? Wszystko dookoła przypomina ją. Perfumy w sklepie - jej perfumy. Szampony - zapach jej włosów. Każdą dziewczynę porównuję z nią. Wcześniej taki nie byłem...
-Gdybyś wcześniej nie był takim bad boyem, to może nie zakochałbyś się w Lau, a może ona zauważyłaby w tobie obiekt westchnień, a nie człowieka, który zalicza pierwszą lepszą panienkę-powiedziała lekko poirytowana.
-Przecież wiesz, że z nimi nie spałem!-krzyknąłem najciszej jak potrafię.
-Wiem. Ale się z nimi całowałeś. Ale jakby ktoś tak patrzył z boku, to rzeczywiście mógł sobie za dużo pomyśleć. A może Lau chcesz po prostu zaliczyć, co? Mimo, że jesteś moim bratem, zależy mi na Lau i proszę cię - nie skrzywdź jej-powiedziała po czym poszła do kuchni.
- Nigdy jej nie skrzywdzę, nie ją, to jest chyba miłość mojego życia. - w salonie pojawiła się, Lau, oby tego nie słyszała.
- Lau, proszę nie wyjeżdżaj. - mówiłem sobie w głowie.
- Hej, ludzie parę tygodni temu napisałam piosenkę, chcielibyście jej posłuchać? - zapytała. Oh, jej anielskiego głosu zawsze.
- Tak, tak, tak! - krzynąłem. Czemu? Jaki ja głupi. Laura uśmiechnęła się do mnie. Uśmiechnęła się, do mnie? Czujecie to?
- Okej. - brunetka usiadła do pianina i powoli zaczęła grać, a po chwili, z jej ust zaczęły wydobywać się słowa.

Żyłam z diabłami i aniołami, aniołami, aniołami
 zdałam sobie sprawę, że ty i ja jesteśmy w tej samej łodzi,
 w samej łodzi,
 tak Zabija mnie, jak mnie kochasz,
 wtedy ty wytnij mnie, zrobię to samo
 Żyliśmy jak anioły i diabły, diabły
 Kocham ból nie chcę żyć bez niego
 dlaczego więc staram się
doprowadzasz mnie do szaleństwa
 teraz krzyczymy tylko po to by zobaczyć kto jest głośniejszy
 dlaczego więc staram się masz mnie jak
 na na na na
 Na na na na na
Na na na na na
 oooo tak
- Na razie mam tyle. I jak? - uśmiechnęła się uroczo.
- Lau, to było piękne. - Delly podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
Może, to lepiej jak pojedzie. Nie chce żeby wyjeżdżała, ale chcę by spełniła swoje marzenia.
Tak bardzo nie chcę by wyjeżdżała.



Wracamy z kolejnym rozdziałem. WOOT WOOT! I Jak podoba się? Huehuehue ;3. Tutaj piosenka ktora spiewala Lau. Pierwszą część pisała Aby, ja drugą. Czekamy na opinie. ;3
Ariana Grande - Why Try.
A no właśnie dedykujemy rozdział
Patce Cher i Pinki :3 xx.

piątek, 10 października 2014

Rozdział 17

Oczami Laury
 Od tamtego czasu minął jakiś tydzień. Ja i Ross dogadujemy się świetnie. I w końcu zmieniliśmy status na ,,przyjaciele". Od tamtego czasu również Ross nie wspominał mi nic o swoich uczuciach, a moje zaczynają słabnąć. Chyba byłam nim tylko zauroczona. I przypuszczam, że rzekome uczucia Rossa do mnie to też bylo tylko zauroczenie. Nie przekraczamy bariery przyjaźni i z tym nam dobrze. A co do samego Rossa i jego zdrowia... No cóż... Polepsza się! Żebra prawie mu się zrosły, a za 2 tygodnie zdejmują mu gips z ręki. Tylko na łuku brwiowym nadal ma plaster. Czasem jeszcze otwiera mu się ta rana i leci mu krew, ale ma cudowną pielęgniarkę. Tak, to ja!
 -Nie podoba mi się ten film-stwierdził ze znudzeniem Ross.
 -Ale on jest super! Nawet nie wiesz, ile razy go oglądałam!-powiedziałam z entuzjazmem.
-Jejku! Ale on mnie się nie podoba. Gościu wchodzi do kantora myśląc, że jest w banku? A dalej to co? Nic nie rozumiem!-powiedział i skrzyżował ręce na klatce piersiowej jak małe dziecko.
 -Daj spokój! Akcja dopiero się rozkręca! Teraz będzie moment, gdzie go złapią w kinie na ,,Epoce Lodowcowej", a potem zaprzyjaźni się z takim jednym gangsterem!
-Z twoich ust to brzmi ciekawiej-powiedział do mnie i wrócił do oglądania filmu pt. ,,Przyjaciel Gangstera". Film przezabawny. Francuzi są przekomiczni.
-Co teraz robim?-spytał Ross. 
-Przecież dziś przychodzi twoje rodzeństwo i moja siostra.
 -Jeju! Zapomniałem. Długo ich tu nie było.
 -No. Jakieś dwa dni. Szmat czasu-zaśmiałam się. Przewrócił teatralnie oczami. 
-Co robimy przez ten czas?-spytał i rozsiadł się wygodniej na sofie, tym samym zabierając mi kawałek miejsca. 
-Jest 18:00, za pół godziny przychodzą goście, a ty możesz mi pomóc w przygotowaniach. Poza tym zabierasz mi miejsce! Posuń się! 
-Bo?-spytał i jeszcze bardziej się przybliżył.
 -Złośliwiec!-krzyknęłam ze śmiechem i wstałam idąc do kuchni. Zabrałam się za przyżądzanie lemoniady. Pierw zaczęłam kroić cytryny. Po chwili usłyszałam kroki mojego przyjaciela, udającego się do kuchni.
 -Co mam zrobić? -Wstaw w czajniku wodę -powiedziałam i wskazałam palcem na czajnik elektryczny.
 -To wszystko?-spytał zdziwiony.
-Poszukaj przekąsek w szafkach. Powinny być. Wczoraj je kupiłam.
-Co konkretnie?-oczy mu się zaświeciły. Ross uwielbia przekąski. A najbardziej chipsy o smaku ser-szynka. -Otwórz 3 szafkę-powiedziałam ze śmiechem. Jak torpeda podbiegł do wspomnianej szafki i rzucił głośno: ,,Kupiłaś!".
-Tak, kupiłam-powiedziałam ze śmiechem nadal krojąc cytryny. Ross szybko podbiegł do mnie, prawą, nie złamaną ręką objął mnie i przyciągnął do siebie, tak, jakby mnie tulił, po czy poszedł do salonu jeść chipsy.
-A ja?-spytałam z wyrzutem. -Kupisz se następną paczkę. Kochana jesteś!-krzyknął jeszcze. Po raz kolejny się zaśmiałam. I co ja z nim mam? Poszłam do niego i się na niego rzuciłam, od razu zaczęłam się mimowolnie śmiać.
- Ey, to moje chipsy!   - krzyknęłam z śmiechcem i rzuciłam się na niego.
- Teraz już moje. - powiedział z dumą. Przewróciłam oczami.
-Nie no, żartuje weź je sobie. - odpowiedziałam. Nawet nie zauważyłam że leże na blondynie. Ross patrzał na mnie jak na obrazek. Może on wciąż mnie bardzo lubi w ten sposób. Hmm, a ja? Jestem niezdecydowana, ehh.
Kiedy na niego spojrzałam, od razu się uśmiechnęłam. Zauważyłam, że blondyn się do mnie przybliża. O kurcze, i co teraz? Czy ja tego chcę? Chyba tak. Ale dlaczego? Kocham go chyba. Byliśmy coraz bliżej siebie, mam wszystko w nosie niech się dzieje co chce, być może jest to chłopak z którym spędzę reszte swojego życia. Mieliśmy się już pocałować, ale zadzwonił dzwonek od drzwi, to znaczy że rodzeństwo Ross'a przyszło. Ciekawe co by się jeszcze ciekawego stało gdyby ich nie było...





BAAAAAAARDZO ALE TO BAAAAARDZO CHCÉ PRZEPROSIĆ WAS ZA TAKĄ DUŻĄ PRZERWĘ. TOTALNIE STRACIŁAM WENĘ, PO DRUGIE ABI POWRÓCIŁA :D.
MAMY NADZIEJE ŻE NAS NIE OPUŚCILIŚCIE, BO WTEDY BEDZIEMY MEGA SMUTNE. STRASZNIE WAS KOCHAMY. - RYBA XDD, - ABI.
KOMENTUJESZ-MOTYWUJES. :*

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 16

*Oczami Laury*
 Poszłam do kuchni i zaczęłam szlochać. Przecież sama siebie oszukuję. Zakochałam się w nim. Sama się do tego nie przyznawałam, ale taka jest prawda. Ja go szaleńczo kocham. A on teraz przeze mnie cierpi. No bo czym zawinił, abym go tak traktowała? Dlaczego w ogóle myślałam, że on może mnie wykorzystać? Idę go przeprosić. Szłam powoli kierując się do pokoju blondyna. Zapukałam i usłyszałam ciche: ,,proszę". Wtedy wziąłam głęboki wdech i weszłam do środka. Blondyn leżał patrząc na białą pościel. Był taki... Bez życia? Tak to mało powiedziane. Był wrakiem człowieka. Smutny, przygnębiony. Bawił się swoją bransoletką.
 -Ross ja...-zaczęłam, ale mi przerwał.
 -Nie potrzebuję niczego. Nie musisz zawracać sobie mną głowy-powiedział nawet na mnie nie patrząc.
 W oczach pojawiła mi się słona ciecz powszechnie nazywana łzami.
 -Nie w tym rzecz. Chciałam cię przeprosić-powiedziałam i spuściłam głowę.
 -Przeprosić?-kątem oka zauważyłam, że nadal na mnie nie patrzał, ale trochę sie ożywił.
-Nie powinnam się tak zachowywać. Jeszcze raz przepraszam-powiedziałam ze spuszczoną głową.
 -Dlaczego tak się zachowałaś?-spytał.
 -Bo bałam się. Bałam się, że mnie wykorzystasz!-spojrzałam na niego. Podniósł na mnie wzrok. Zdjął z siebie kołdrę i wstał. Na przeciw mnie.
 -Myślałaś, że cię wykorzystam, po tym, jak powiedziałem, że cię kocham?-niedowierzał.
 -A skąd miałam wiedzieć, że to nie są twoje kolejne gierki! Zrozum mnie!-krzyczałam szlochając.
 -Rozumiem. Przecież nie musiałaś mi wierzyć. Dla ciebie to tylko puste słowa, które nic nie znaczą, bo mnie nie kochasz. Bo dla ciebie jestem tylko kimś nic nie wartym. A poza tym nie mogłaś siedzieć w mojej głowie i czytać, co tak naprawdę myślę.-powiedział, a ja spojrzałam mu głęboko w oczy, z których niczego nie mogłam się doczytać. Czemu życie jest takie skomplikowane? Pytam sama siebie i nadal nie mam odpowiedzi. I tak od kilku lat.
-Ale przeprosiłam.
 -A skąd mam wiedzieć, czy mówisz szczerze?-spytał, a mnie zamurowało.
 -A dlaczego miałbyś nie wierzyć?
 -No nie wiem. Nie znam twoich intencji. Może chcesz zagrać ze mną w jakąś gierkę, a potem upokorzyć? Albo coś udowodnić?
 -Zwariowałeś? Przecież to jest szczere!-krzyczałam nie rozumiejąc, co chce mi przekazać.
-Widzisz. Ja też mówiłem, że cię kocham. Ale według ciebie łgałem i mówiłem to tylko w jednym celu. Ale ja taki nie jestem!-teraz do mnie dotarło. Zabolało mnie, że powiedział, że to mogą być moje gierki. Ale przecież ja zrobiłam mu to samo!
 -Tylko moje jest szczere!-krzyknęłam z dumą.
-Tak? A udowodnisz? Wtedy, po jego głupim pytaniu i głupim uśmieszku po prostu....po prostu go przytuliłam, stał jak osłupiały, nie ruszał się w ogóle, lecz po chwili odwzajemnił uścisk.
- Wiesz dobrze, że nienawidzę jak się kłócimy, bo gdy za każdym razem się kłócimy, boli mnie to, boli, a wiesz dlaczego? Bo naprawdę mi na tobie zależy, a ja głupia każdego dnia mówiłam sobie że nie jesteś nic wart, że cię nie kocham i nigdy nie kochałam. Ale prawdą jest to że ja naprawdę cię kocham, heh, jak to się mówi od nienawiści do miłości, tak? Nieważne, chciałam tylko powiedzieć że przepraszam cię za wszystkie moje krzywdy, które bolały, ale ja po prostu już taka jestem, myślałam naprawdę że mnie nie kochasz, to twoje gierki. Proszę, zrozum. - skończyłam. Czułam jak moje łzy kapią na jego koszulę, nie mogłam powstrzymać emocji, przytuliłam się do niego mocniej. Kołysaliśmy się na boki, aż w końcu blondyn się odsunął i uklęknął przede mną i złapał mnie za dłonie.
- To ja powinienem błagać cię o wybaczenie, nie ty. Właśnie coś zrozumiałem, że nie warto jest być złym i niedobrym bo kogoś strasznie ranię, tylko dobrym, mieć dobre serce i mówić prawdę, tylko dzięki tej pięknej, cudownej istotce która stoi przede mną i jest prawdopodobnie miłością mego życia. Laura, błagam cię wybacz mi. - wyszeptał te ostatnie. Stałam, otarłam moje łzy i nie wiedziałam co powiedzieć. Jednak po 10 minutach się zdecydowałam.
- Wybaczam. - szepnęłam. Po tym słowach, oddychał głośno, jakby miał się udusić.
- Naprawdę? Proszę powtórz to. - poprosił.
- Wybaczam ci. - uśmiechnęłam się leciutko. Wstał, podniósł mnie i obrócił.
- Teraz jestem, najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zaczniemy wszystko od nowa? - podniósł mnie na podłogę.
- Tak, jestem Laura, Laura Marano. - podałam mu rękę.
- Jestem Ross, Ross Lynch. - odwzajemnił uścisk.
- I od dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi, a potem zobaczymy co będzie. - pocałowałam go w policzek i mocno przytuliłam.
- Będę na ciebie czekał, bo to ty jesteś moją miłością życia.- wyszeptał, czułam jak na moją twarz wdziera się rumieniec. - Wiesz, chyba mi się już polepszyło, co powiesz na kino? Oczywiście nie randka, jeśli chcesz. - spytał po chwili.
- Chodźmy.


BUM! BUM! BUM! WRÓCIŁAM, YAY! Niespodzianka Abi, napisała pierwszą część, lecz nie wraca. ;c. Ja napisałam drugą, myślę że wam się spodobał. ;****. Do szkoły już w poniedziałek ;//. Ehh... wszystko co dobre, zawsze się kończy;
  ;c. Oki, nie przedłużam, mam nadzieję że ktoś tu jeszcze jest XD.
Oki dedykuję ten rozdział
Patce Cher,
mała pesymistyczna dziewczynka,
żєℓкσωαα «33.
LOVE YOU MISIE! DO NAPISANIA :3.


niedziela, 10 sierpnia 2014

WIADOMOŚĆ OD ABI! Ważna dla czytelników moich blogów

Odchodzę z bloggera oraz z tego bloga. Od dziś nie mam żadnych blogów ani profilu na bloggerze. Jestem pewna, że nie wrócę do blogów (moja pewność jest na 99,99%). Jeżeli ktoś ma pytanie ,,dlaczego" odpowiedź jest prosta: Zaczęłam uzależniać swoją psychikę od opinii innych. Czy nadal piszę? Tak, ale dla siebie i najbliższych. Przepraszam wszystkich moich obserwatorów oraz ciebie Ryba, że przestaję z tobą prowadzić bloga. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Dla tych, którzy chcą poznać jak dalej zakończyły się moje blogi wyślę im streszczenie. Streszczenie jak miał wyglądać blog. W zasadzie każdy z moich blogów. Kto jest chętny wysyłam na pocztę. Oto moja: rosesaper887@gmail.com
Jeszcze raz przepraszam, ale tak będzie lepiej. Nie mam blogów zaledwie kilka godzin, a już jestem szczęśliwsza. Przepraszam, że zawiodłam. Dziękuję za wyrozumiałość. Także... Dobranoc... misie.
~Była bloggerka - Abi

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 15

Następnego Dnia, godzina 10 rano..
Powoli otwierałam moje oczy, z trudnością, strasznie chciało mi się jeszcze spać. Zauważyłam, że siedzę na krześle i opieram się o łóżko Ross'a. To teraz plecy będą mnie boleć. Aućć. Pójdę zrobić śniadanie. Wstałam z krzesła, ale nieoczekiwanie z tyłu złapał mnie za rękę Ross.
- Gdzie idziesz? Do pracy? - szepnął.
- Nie, wczoraj wzięłam sobie wolne przez tydzień. A teraz idę zrobić nam śniadanie. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- Dziękuje że się mną opiekujesz, jesteś kochana. Susan to by mnie zgwałciła, boję się jej. - powiedział nadal trzymając mnie za rękę.
- Nie ma za co. Nie zostawiłabym cię z tą szajbuską. - uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham twój uśmiech. - wyznał.
- Heh, dziękuje. Ja idę, zaraz wracam. O, i wezmę twoje antybiotyki co lekarz kazał brać.
Po trzydziestu minutach wróciłam z omletami i sokiem pomarańczowym, oczywiście także z antybiotykami, tabletki.
- Proszę, smacznego. - podałam mu tacę z jedzeniem. - Ale najpierw musisz wziąć tabletkę. - dodałam.
- Okej. - uśmiechnął się lekko. Podałam mu tabletkę i sok.
- Blee, ale to nie dobre. - ledwo co ją przełknął. Parsknęłam śmiechem.
- Ej, ale na dwór mogę wychodzić co nie? - spytał.
- Jasne, czemu nie. Ale sam?
- Wiesz, miałem nadzieję że to ty ze mną pójdziesz. - odparł.
- Pójdę. To później bo teraz jest strasznie ciepło na dworze, okej?
- Okej, Laura? Mam pytanie.
- Tak?
- Co się z nami stało? Nie kłócimy się. - zapytał.
- No, dla mnie to jest ulga, a dla ciebie?
- I to wielka. - odpowiedział. - myślisz że moglibyśmy być kiedyś przyjaciółmi? - dodał, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Ja... Ja... Idę po coś do picia-odpowiedziałam szybko i wyszłam. Przyjaciółmi? Mam mu zaufać po tym, co robił? Nawet go do końca nie znam. Mogę nawet powiedzieć, że jestem w nim zauroczona, ale na bank nie zakochana, dlatego zrobię wszystko aby się w nim nie zakochać. On na bank chce mnie wykorzystać! I teraz zdałam sobie z czegoś sprawę: przecież przyniosłam mu sok pomarańczowy! To teraz będę musiała wziąć pretekst, że to niby dla mnie.
Z łapałam szybko butelkę wody i zaczęłam ją łapczywie pić. Ciągle zadawałam sobie pytanie: po co ja się zgodziłam na tą całą szopkę? Zaczęło się od jego wyznania miłości, w które nie wierzyłam i wierzyć nie będę. Potem doszła sytuacja z Susan, gdzie nadal nie wierzyłam w jego uczucia. A teraz? Muszę się nim zajmować, nie kłócę się z nim i w dodatku on mi prawi komplementy i pyta, czy kiedyś będziemy przyjaciółmi! Teraz mam pewność: on tylko chce mnie wykorzystać. Na bank! Wielki Ross Lynch chce udowodnić, że może mieć każdą i nie tylko standardowym podrywem, ale też tekstem ,,przyjaciele". Ale ja taka głupia nie jestem. Skończy się ta szopka i mam nadzieję, on zniknie z mego życia raz na zawsze!
Postanowiłam zajrzeć do blondyna i zobaczyć czy nie potrzebuje pomocy. Tym razem będę inna.
-Chcesz coś?-spytałam szorstko gdy znalazłam się w pokoju blondyna. Jego wzrok pokazywał zdziwienie moim zachowaniem.
-Zostaniesz?-spytał z nadzieją.
-Nie-syknęłam natychmiastowo.
-Lau, co ci?-spytał z ,,troską". Ja już znam te jego troskę!
-Nic, dotarło? Oszczędzaj do mnie słowa, unikaj mnie, wyzdrowiejesz i wyniesiesz się z mojego życia raz na zawsze!-krzyknęłam na niego. O dziwo czułam ogromny ból raniąc go słowami, ale nie chciałam mu tego pokazać. Spuścił wzrok... Wbił go w białą kołdrę i powiedział:
-W takim razie teraz nic. Spokojnie, za kilka tygodni zapomnisz o moim istnieniu-powiedział, a ja czułam jak łzy napływają mi do oczu. Jestem taka beznadziejna! Ale nie chcę by mnie złamał.
-Czyli nic?-spytałam już spokojniej, ale nadal wrednie.
-Nic-odpowiedział, a ja zobaczyłam w jego oczach łzy, które tam zostały (w sensie nie płakał, tylko miał łzy w oczach - od autorki). Zrobiło mi się jeszcze gorzej, więc po prostu opuściłam pomieszczenie...
***
Hejo wszystkim! Jak widzicie coraz częściej rozdziały:) Teraz z mojej strony chciałam tylko powiedzieć, że Rybka pisała 1 cz. ja drugą:) Rozdział z dedykiem dla
Patataciątku:**
Patki Cher (i znów chciałam wpisać ,,Sher" XD)
Klaudii Yeah
Ani Fanki
Ani
Justynie K.
Niezapominajeczce :)
Karci Lynch
Żelkowej
Tuli Pomocnej
oraz
Małej Pesymistycznej Dziewczynce
Dziękuję, że komentujecie nasze wypociny, tym samym nas motywując do pisania szybciej:)
~Abi
~Ryba XDD

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 14

*Oczami Laury*
-Chyba śnisz...-powiedziałam do niego lekceważąco.
-Nie, nie śnię. A nawet jeżeli to bardzo przyjemny sen. Lekarz mi już powiedział.
-Jakim cudem, skoro udałam się prosto od niego do ciebie?
-Pierw był u mnie i powiedział, że jesteś moją jedyną rodziną i spytał mnie, czy zajmiesz się mną. Powiedziałem, że to raczej oczywiste no i on podszedł do ciebie. No widzisz? Wiedziałem, że się zgodzisz.
-Jeszcze mogę się wycofać.
-I kto się mną wtedy zajmie?-spytał z uśmieszkiem. Ja już ci pokażę... Lynch.
-Zaraz zadzwonię do Susan.
-Tylko nie do niej!-krzyknął natychmiastowo.
-Nie? A czemu? Boisz się?
-Co? Ja? Oczywiście, że nie-odparł nerwowo.
-To w takim razie powodzenia z nią jako pielęgniarką-zaczęłam się wycofywać do wyjścia z szyderskim uśmieszkiem.
-Okey! Wygrałaś!
-Pod jakim względem?
-Tylko nie Susan...
-Mogę zostać twoją pielęgniarką.
-Naprawdę?-spytał jakby z nutką... Nadziei?
-Tak. Ale mam swoje zasady. I warunki oczywiście.
-Jakie?
- Po pierwsze: Nie dotykamy Lau, po drugie: nie gwałcimy Lau, po trzecie: nigdy ale to nigdy już nie całujemy Lau. - rzekłam - i co? zgadzasz się? - dodałam po chwili.
- CO!? Kobieto jak ja nie wytrzymam sekundy bez dotykania cię, a co dopiero całowania. - zrobił przerażające oczy. - dobra, Ross, wdech i wydech, wdech i wydech. Zgadzam się, chociaż się popatrzeć na ciebie będę mógł tego mi nie zabroniłaś. - uśmiechnął się słodko.
- A no właśnie, po czwarte: nie patrz..- nie dokończyłam.
- No weź, daj chociaż popatrzeć na siebie. - poprosił.
-I kto tu na kogo leci? - uniosłam brew.
- Ja na ciebie, a ty na mnie. - rozmarzył się.
- Ymm, nie? Ty na mnie a ja na ciebie nie. - pokazałam mu język.
- Wmawiaj sobie, i tak jeszcze będziesz moja, i będziemy razem szczęśliwi. Wyjedziemy z miasta i się pobierzemy a potem będziemy mieć małe dzieci. Będziemy szczęśliwą rodziną. - dokończył.
- Wszystko obmyśliłeś, tak? - zaśmiałam się.
- Myślałem o tym, od kąt cię poznałem. - odpowiedział.
- Aww. - stop! nie złam się, Laura!
- Dobra, idź po wypis i możemy iść do domu.
- Do kogo domu? - spytał.
- Do mnie. - odparłam, widzę że sam nie pójdzie po wypis, okej ja pójdę, w końcu on się ruszać nie może.
3 godziny później.
- Vanessa, kiedy wracają rodzice? - spytałam popijając herbatę.
- Za Tydzień. Nie mam ochoty patrzeć na ich krzywe mordy. Pewnie przyjadą i pojadą. Nawet nie zadzwonili, nie spytali się czy u nas dobrze, nie martwią się, nic.
- Rozumiem. Myślę, że Ross w ten tydzień się pozbiera z tego wszystkiego.
- Też tak myślę, idź zobacz co tam u niego. - odparła.  - a tak na marginesie, widziałaś jak on na ciebie patrzy? On się chyba w tobie zakochał. To słodkie.
- Ty nie mówisz serio. On kłamie. - ryknęłam i poszłam do niego.
- I jak? Już trochę lepiej. - spytałam z troską.
- Kiedy jesteś przy mnie, zawsze czuję się lepiej. - uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz, uroczy jesteś, czasami myślę, że to co mówisz do mnie to prawda, ale potem zmieniam zdanie, że jesteś bezdusznym draniem który mnie naśladuje. Ehh...
- To tylko dlatego że chcę być blisko ciebie. - odpowiedział wpatrzony we mnie.
- Ja też, ale mam wątpliwości co do nas. Nie wiem czy mówisz prawdę, kłamiesz...


Elo, elo jesteśmy szybciej z rozdziałem miśki ;3. Mamy nadzieję że się podoba ;p. I WOOOOOW! 16 komentarzy pod 13 rozdziałem. awwww dziekujemy to super słodkie, kocham was ;3. Mamy nadzieje że tak będzie zawsze XD. Chyba przesadzamy z tą raura, hehe. Abi pisała część pierwszą a ja drugą. XD.
Okejka ja nie przedłużam, napiszcie, co myślicie o rozdziale ;3 ~ RYBA XDD ~Abi.