środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 16

*Oczami Laury*
 Poszłam do kuchni i zaczęłam szlochać. Przecież sama siebie oszukuję. Zakochałam się w nim. Sama się do tego nie przyznawałam, ale taka jest prawda. Ja go szaleńczo kocham. A on teraz przeze mnie cierpi. No bo czym zawinił, abym go tak traktowała? Dlaczego w ogóle myślałam, że on może mnie wykorzystać? Idę go przeprosić. Szłam powoli kierując się do pokoju blondyna. Zapukałam i usłyszałam ciche: ,,proszę". Wtedy wziąłam głęboki wdech i weszłam do środka. Blondyn leżał patrząc na białą pościel. Był taki... Bez życia? Tak to mało powiedziane. Był wrakiem człowieka. Smutny, przygnębiony. Bawił się swoją bransoletką.
 -Ross ja...-zaczęłam, ale mi przerwał.
 -Nie potrzebuję niczego. Nie musisz zawracać sobie mną głowy-powiedział nawet na mnie nie patrząc.
 W oczach pojawiła mi się słona ciecz powszechnie nazywana łzami.
 -Nie w tym rzecz. Chciałam cię przeprosić-powiedziałam i spuściłam głowę.
 -Przeprosić?-kątem oka zauważyłam, że nadal na mnie nie patrzał, ale trochę sie ożywił.
-Nie powinnam się tak zachowywać. Jeszcze raz przepraszam-powiedziałam ze spuszczoną głową.
 -Dlaczego tak się zachowałaś?-spytał.
 -Bo bałam się. Bałam się, że mnie wykorzystasz!-spojrzałam na niego. Podniósł na mnie wzrok. Zdjął z siebie kołdrę i wstał. Na przeciw mnie.
 -Myślałaś, że cię wykorzystam, po tym, jak powiedziałem, że cię kocham?-niedowierzał.
 -A skąd miałam wiedzieć, że to nie są twoje kolejne gierki! Zrozum mnie!-krzyczałam szlochając.
 -Rozumiem. Przecież nie musiałaś mi wierzyć. Dla ciebie to tylko puste słowa, które nic nie znaczą, bo mnie nie kochasz. Bo dla ciebie jestem tylko kimś nic nie wartym. A poza tym nie mogłaś siedzieć w mojej głowie i czytać, co tak naprawdę myślę.-powiedział, a ja spojrzałam mu głęboko w oczy, z których niczego nie mogłam się doczytać. Czemu życie jest takie skomplikowane? Pytam sama siebie i nadal nie mam odpowiedzi. I tak od kilku lat.
-Ale przeprosiłam.
 -A skąd mam wiedzieć, czy mówisz szczerze?-spytał, a mnie zamurowało.
 -A dlaczego miałbyś nie wierzyć?
 -No nie wiem. Nie znam twoich intencji. Może chcesz zagrać ze mną w jakąś gierkę, a potem upokorzyć? Albo coś udowodnić?
 -Zwariowałeś? Przecież to jest szczere!-krzyczałam nie rozumiejąc, co chce mi przekazać.
-Widzisz. Ja też mówiłem, że cię kocham. Ale według ciebie łgałem i mówiłem to tylko w jednym celu. Ale ja taki nie jestem!-teraz do mnie dotarło. Zabolało mnie, że powiedział, że to mogą być moje gierki. Ale przecież ja zrobiłam mu to samo!
 -Tylko moje jest szczere!-krzyknęłam z dumą.
-Tak? A udowodnisz? Wtedy, po jego głupim pytaniu i głupim uśmieszku po prostu....po prostu go przytuliłam, stał jak osłupiały, nie ruszał się w ogóle, lecz po chwili odwzajemnił uścisk.
- Wiesz dobrze, że nienawidzę jak się kłócimy, bo gdy za każdym razem się kłócimy, boli mnie to, boli, a wiesz dlaczego? Bo naprawdę mi na tobie zależy, a ja głupia każdego dnia mówiłam sobie że nie jesteś nic wart, że cię nie kocham i nigdy nie kochałam. Ale prawdą jest to że ja naprawdę cię kocham, heh, jak to się mówi od nienawiści do miłości, tak? Nieważne, chciałam tylko powiedzieć że przepraszam cię za wszystkie moje krzywdy, które bolały, ale ja po prostu już taka jestem, myślałam naprawdę że mnie nie kochasz, to twoje gierki. Proszę, zrozum. - skończyłam. Czułam jak moje łzy kapią na jego koszulę, nie mogłam powstrzymać emocji, przytuliłam się do niego mocniej. Kołysaliśmy się na boki, aż w końcu blondyn się odsunął i uklęknął przede mną i złapał mnie za dłonie.
- To ja powinienem błagać cię o wybaczenie, nie ty. Właśnie coś zrozumiałem, że nie warto jest być złym i niedobrym bo kogoś strasznie ranię, tylko dobrym, mieć dobre serce i mówić prawdę, tylko dzięki tej pięknej, cudownej istotce która stoi przede mną i jest prawdopodobnie miłością mego życia. Laura, błagam cię wybacz mi. - wyszeptał te ostatnie. Stałam, otarłam moje łzy i nie wiedziałam co powiedzieć. Jednak po 10 minutach się zdecydowałam.
- Wybaczam. - szepnęłam. Po tym słowach, oddychał głośno, jakby miał się udusić.
- Naprawdę? Proszę powtórz to. - poprosił.
- Wybaczam ci. - uśmiechnęłam się leciutko. Wstał, podniósł mnie i obrócił.
- Teraz jestem, najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Zaczniemy wszystko od nowa? - podniósł mnie na podłogę.
- Tak, jestem Laura, Laura Marano. - podałam mu rękę.
- Jestem Ross, Ross Lynch. - odwzajemnił uścisk.
- I od dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi, a potem zobaczymy co będzie. - pocałowałam go w policzek i mocno przytuliłam.
- Będę na ciebie czekał, bo to ty jesteś moją miłością życia.- wyszeptał, czułam jak na moją twarz wdziera się rumieniec. - Wiesz, chyba mi się już polepszyło, co powiesz na kino? Oczywiście nie randka, jeśli chcesz. - spytał po chwili.
- Chodźmy.


BUM! BUM! BUM! WRÓCIŁAM, YAY! Niespodzianka Abi, napisała pierwszą część, lecz nie wraca. ;c. Ja napisałam drugą, myślę że wam się spodobał. ;****. Do szkoły już w poniedziałek ;//. Ehh... wszystko co dobre, zawsze się kończy;
  ;c. Oki, nie przedłużam, mam nadzieję że ktoś tu jeszcze jest XD.
Oki dedykuję ten rozdział
Patce Cher,
mała pesymistyczna dziewczynka,
żєℓкσωαα «33.
LOVE YOU MISIE! DO NAPISANIA :3.


niedziela, 10 sierpnia 2014

WIADOMOŚĆ OD ABI! Ważna dla czytelników moich blogów

Odchodzę z bloggera oraz z tego bloga. Od dziś nie mam żadnych blogów ani profilu na bloggerze. Jestem pewna, że nie wrócę do blogów (moja pewność jest na 99,99%). Jeżeli ktoś ma pytanie ,,dlaczego" odpowiedź jest prosta: Zaczęłam uzależniać swoją psychikę od opinii innych. Czy nadal piszę? Tak, ale dla siebie i najbliższych. Przepraszam wszystkich moich obserwatorów oraz ciebie Ryba, że przestaję z tobą prowadzić bloga. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Dla tych, którzy chcą poznać jak dalej zakończyły się moje blogi wyślę im streszczenie. Streszczenie jak miał wyglądać blog. W zasadzie każdy z moich blogów. Kto jest chętny wysyłam na pocztę. Oto moja: rosesaper887@gmail.com
Jeszcze raz przepraszam, ale tak będzie lepiej. Nie mam blogów zaledwie kilka godzin, a już jestem szczęśliwsza. Przepraszam, że zawiodłam. Dziękuję za wyrozumiałość. Także... Dobranoc... misie.
~Była bloggerka - Abi

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 15

Następnego Dnia, godzina 10 rano..
Powoli otwierałam moje oczy, z trudnością, strasznie chciało mi się jeszcze spać. Zauważyłam, że siedzę na krześle i opieram się o łóżko Ross'a. To teraz plecy będą mnie boleć. Aućć. Pójdę zrobić śniadanie. Wstałam z krzesła, ale nieoczekiwanie z tyłu złapał mnie za rękę Ross.
- Gdzie idziesz? Do pracy? - szepnął.
- Nie, wczoraj wzięłam sobie wolne przez tydzień. A teraz idę zrobić nam śniadanie. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- Dziękuje że się mną opiekujesz, jesteś kochana. Susan to by mnie zgwałciła, boję się jej. - powiedział nadal trzymając mnie za rękę.
- Nie ma za co. Nie zostawiłabym cię z tą szajbuską. - uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham twój uśmiech. - wyznał.
- Heh, dziękuje. Ja idę, zaraz wracam. O, i wezmę twoje antybiotyki co lekarz kazał brać.
Po trzydziestu minutach wróciłam z omletami i sokiem pomarańczowym, oczywiście także z antybiotykami, tabletki.
- Proszę, smacznego. - podałam mu tacę z jedzeniem. - Ale najpierw musisz wziąć tabletkę. - dodałam.
- Okej. - uśmiechnął się lekko. Podałam mu tabletkę i sok.
- Blee, ale to nie dobre. - ledwo co ją przełknął. Parsknęłam śmiechem.
- Ej, ale na dwór mogę wychodzić co nie? - spytał.
- Jasne, czemu nie. Ale sam?
- Wiesz, miałem nadzieję że to ty ze mną pójdziesz. - odparł.
- Pójdę. To później bo teraz jest strasznie ciepło na dworze, okej?
- Okej, Laura? Mam pytanie.
- Tak?
- Co się z nami stało? Nie kłócimy się. - zapytał.
- No, dla mnie to jest ulga, a dla ciebie?
- I to wielka. - odpowiedział. - myślisz że moglibyśmy być kiedyś przyjaciółmi? - dodał, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Ja... Ja... Idę po coś do picia-odpowiedziałam szybko i wyszłam. Przyjaciółmi? Mam mu zaufać po tym, co robił? Nawet go do końca nie znam. Mogę nawet powiedzieć, że jestem w nim zauroczona, ale na bank nie zakochana, dlatego zrobię wszystko aby się w nim nie zakochać. On na bank chce mnie wykorzystać! I teraz zdałam sobie z czegoś sprawę: przecież przyniosłam mu sok pomarańczowy! To teraz będę musiała wziąć pretekst, że to niby dla mnie.
Z łapałam szybko butelkę wody i zaczęłam ją łapczywie pić. Ciągle zadawałam sobie pytanie: po co ja się zgodziłam na tą całą szopkę? Zaczęło się od jego wyznania miłości, w które nie wierzyłam i wierzyć nie będę. Potem doszła sytuacja z Susan, gdzie nadal nie wierzyłam w jego uczucia. A teraz? Muszę się nim zajmować, nie kłócę się z nim i w dodatku on mi prawi komplementy i pyta, czy kiedyś będziemy przyjaciółmi! Teraz mam pewność: on tylko chce mnie wykorzystać. Na bank! Wielki Ross Lynch chce udowodnić, że może mieć każdą i nie tylko standardowym podrywem, ale też tekstem ,,przyjaciele". Ale ja taka głupia nie jestem. Skończy się ta szopka i mam nadzieję, on zniknie z mego życia raz na zawsze!
Postanowiłam zajrzeć do blondyna i zobaczyć czy nie potrzebuje pomocy. Tym razem będę inna.
-Chcesz coś?-spytałam szorstko gdy znalazłam się w pokoju blondyna. Jego wzrok pokazywał zdziwienie moim zachowaniem.
-Zostaniesz?-spytał z nadzieją.
-Nie-syknęłam natychmiastowo.
-Lau, co ci?-spytał z ,,troską". Ja już znam te jego troskę!
-Nic, dotarło? Oszczędzaj do mnie słowa, unikaj mnie, wyzdrowiejesz i wyniesiesz się z mojego życia raz na zawsze!-krzyknęłam na niego. O dziwo czułam ogromny ból raniąc go słowami, ale nie chciałam mu tego pokazać. Spuścił wzrok... Wbił go w białą kołdrę i powiedział:
-W takim razie teraz nic. Spokojnie, za kilka tygodni zapomnisz o moim istnieniu-powiedział, a ja czułam jak łzy napływają mi do oczu. Jestem taka beznadziejna! Ale nie chcę by mnie złamał.
-Czyli nic?-spytałam już spokojniej, ale nadal wrednie.
-Nic-odpowiedział, a ja zobaczyłam w jego oczach łzy, które tam zostały (w sensie nie płakał, tylko miał łzy w oczach - od autorki). Zrobiło mi się jeszcze gorzej, więc po prostu opuściłam pomieszczenie...
***
Hejo wszystkim! Jak widzicie coraz częściej rozdziały:) Teraz z mojej strony chciałam tylko powiedzieć, że Rybka pisała 1 cz. ja drugą:) Rozdział z dedykiem dla
Patataciątku:**
Patki Cher (i znów chciałam wpisać ,,Sher" XD)
Klaudii Yeah
Ani Fanki
Ani
Justynie K.
Niezapominajeczce :)
Karci Lynch
Żelkowej
Tuli Pomocnej
oraz
Małej Pesymistycznej Dziewczynce
Dziękuję, że komentujecie nasze wypociny, tym samym nas motywując do pisania szybciej:)
~Abi
~Ryba XDD

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 14

*Oczami Laury*
-Chyba śnisz...-powiedziałam do niego lekceważąco.
-Nie, nie śnię. A nawet jeżeli to bardzo przyjemny sen. Lekarz mi już powiedział.
-Jakim cudem, skoro udałam się prosto od niego do ciebie?
-Pierw był u mnie i powiedział, że jesteś moją jedyną rodziną i spytał mnie, czy zajmiesz się mną. Powiedziałem, że to raczej oczywiste no i on podszedł do ciebie. No widzisz? Wiedziałem, że się zgodzisz.
-Jeszcze mogę się wycofać.
-I kto się mną wtedy zajmie?-spytał z uśmieszkiem. Ja już ci pokażę... Lynch.
-Zaraz zadzwonię do Susan.
-Tylko nie do niej!-krzyknął natychmiastowo.
-Nie? A czemu? Boisz się?
-Co? Ja? Oczywiście, że nie-odparł nerwowo.
-To w takim razie powodzenia z nią jako pielęgniarką-zaczęłam się wycofywać do wyjścia z szyderskim uśmieszkiem.
-Okey! Wygrałaś!
-Pod jakim względem?
-Tylko nie Susan...
-Mogę zostać twoją pielęgniarką.
-Naprawdę?-spytał jakby z nutką... Nadziei?
-Tak. Ale mam swoje zasady. I warunki oczywiście.
-Jakie?
- Po pierwsze: Nie dotykamy Lau, po drugie: nie gwałcimy Lau, po trzecie: nigdy ale to nigdy już nie całujemy Lau. - rzekłam - i co? zgadzasz się? - dodałam po chwili.
- CO!? Kobieto jak ja nie wytrzymam sekundy bez dotykania cię, a co dopiero całowania. - zrobił przerażające oczy. - dobra, Ross, wdech i wydech, wdech i wydech. Zgadzam się, chociaż się popatrzeć na ciebie będę mógł tego mi nie zabroniłaś. - uśmiechnął się słodko.
- A no właśnie, po czwarte: nie patrz..- nie dokończyłam.
- No weź, daj chociaż popatrzeć na siebie. - poprosił.
-I kto tu na kogo leci? - uniosłam brew.
- Ja na ciebie, a ty na mnie. - rozmarzył się.
- Ymm, nie? Ty na mnie a ja na ciebie nie. - pokazałam mu język.
- Wmawiaj sobie, i tak jeszcze będziesz moja, i będziemy razem szczęśliwi. Wyjedziemy z miasta i się pobierzemy a potem będziemy mieć małe dzieci. Będziemy szczęśliwą rodziną. - dokończył.
- Wszystko obmyśliłeś, tak? - zaśmiałam się.
- Myślałem o tym, od kąt cię poznałem. - odpowiedział.
- Aww. - stop! nie złam się, Laura!
- Dobra, idź po wypis i możemy iść do domu.
- Do kogo domu? - spytał.
- Do mnie. - odparłam, widzę że sam nie pójdzie po wypis, okej ja pójdę, w końcu on się ruszać nie może.
3 godziny później.
- Vanessa, kiedy wracają rodzice? - spytałam popijając herbatę.
- Za Tydzień. Nie mam ochoty patrzeć na ich krzywe mordy. Pewnie przyjadą i pojadą. Nawet nie zadzwonili, nie spytali się czy u nas dobrze, nie martwią się, nic.
- Rozumiem. Myślę, że Ross w ten tydzień się pozbiera z tego wszystkiego.
- Też tak myślę, idź zobacz co tam u niego. - odparła.  - a tak na marginesie, widziałaś jak on na ciebie patrzy? On się chyba w tobie zakochał. To słodkie.
- Ty nie mówisz serio. On kłamie. - ryknęłam i poszłam do niego.
- I jak? Już trochę lepiej. - spytałam z troską.
- Kiedy jesteś przy mnie, zawsze czuję się lepiej. - uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz, uroczy jesteś, czasami myślę, że to co mówisz do mnie to prawda, ale potem zmieniam zdanie, że jesteś bezdusznym draniem który mnie naśladuje. Ehh...
- To tylko dlatego że chcę być blisko ciebie. - odpowiedział wpatrzony we mnie.
- Ja też, ale mam wątpliwości co do nas. Nie wiem czy mówisz prawdę, kłamiesz...


Elo, elo jesteśmy szybciej z rozdziałem miśki ;3. Mamy nadzieję że się podoba ;p. I WOOOOOW! 16 komentarzy pod 13 rozdziałem. awwww dziekujemy to super słodkie, kocham was ;3. Mamy nadzieje że tak będzie zawsze XD. Chyba przesadzamy z tą raura, hehe. Abi pisała część pierwszą a ja drugą. XD.
Okejka ja nie przedłużam, napiszcie, co myślicie o rozdziale ;3 ~ RYBA XDD ~Abi.



poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 13

Co on powiedział? Że ja coś poczułam! Jak on śmie w ogóle, bezczelny, co on w ogóle o mnie wie.
- A wiesz co? Nic nie poczułam, to była tylko gra aktorska, drobnostka dla mnie. - wrzasnęłam i poszłam dalej.
- Czyli nic nie poczułaś? - uniósł brwi.
- Nic. - odpowiedziałam krótko i szłam dalej.
- Na pewno? - złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy.
- Na pewno. - odparłam jasno.
- A ja myślę że poczułaś. - wyznał zadowolony.
- A ja myślę że to ty coś poczułeś. - wygarnęłam tym samym.
- Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem, ale kto wie. Może tak a może i nie. - wyszczerzył zęby i zatrzymał mnie.
- Ohh, wielki Ross Lynch nie wie czy coś do mnie czuję, wielka mi nowość. - popatrzałam na niego.
- Pisałeś mi w liście że jestem twoją księżniczką, i że dla mnie żyjesz, marzysz i że mi powiesz 'kocham cię' gdy mnie jeszcze spotkasz. - prychnęłam.
- Bo to prawda co napisałem. - zrobiłem wielkie oczy.
- Nigdy ci nie uwierzę. - rzekłam. - muszę już iść, na razie. - dodałam i powoli od niego odchodziłam.
- A dostanę chociaż buzi na dobranoc? - spytał. Ha! I co jeszcze? Szłam dalej, nie odwracałam się, lecz po chwili się zatrzymałam i odwróciłam. Ohh, dlaczego mnie do niego tak ciągnie? Stoi tam jak słup i patrzy na mnie tymi swoimi oczami. Dlaczego nie mogę się mu oprzeć? Wiem jedno, nie mogę się w nim zakochać. Podeszłam do niego i lekko musnęłam jego usta.
- Za co to było? - zapytał.
- Za nic. I co? Teraz będziesz spał dobrze? - o dziwo się uśmiechnęłam.
- Jeszcze nie. - spojrzałam na niego dziwnie. Złapał mnie lekko w tali i ujął moją twarz. Czy on chcę zrobić to o czym myślę? Blondyn spojrzał mi w oczy i dał buziaka. Wow, to było słodkie.
- Wow, trzy całusy w ciągu dnia. - westchnęłam.
- Możemy tak częściej.-przysunął się ponownie do mnie.
- Ojj, już nie czwartego nie będzie.- lekko się uśmiechnęłam.
- Ale i tak na mnie lecisz. - uśmiechnął się zawiacko.
- Nienawidzę cię - zaśmiałam się i odeszłam. Muszę się wyspać jutro kolejny dzień pracy.
- Taaaa, leci na mnie - szepnął do siebie, i on myśli, że ja tego nie usłyszałam?
<Następny dzień>
Przeciągnęłam się baaardzo leniwie. No cóż... Kto lub co mnie obudziło? Tak, dobrze myślicie - budzik! Czyli mam pół godziny na ubranie się i przyszykowanie. Super. Wstałam i leniwie podążałam do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Ciągle zastanawiałam się nad tym, co powiedział mi Ross. Owszem, poczułam coś. Takie uczucie, którego nigdy nie doznałam. Te motyle w brzuchu rozrywające mnie od środka... Ten uśmiech na mej twarzy, kiedy on jest w pobliżu i ten smutek - gdy go nie ma... Nie! Nie! Nie! Ja nie mogę się w nim zakochać! On cię wykorzysta! On cię nie kocha! On cię...
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otrzymanej wiadomości. Była od Rossa.
,,Do zobaczenia pracy kochanie:*"
Co on sobie wyobraża! Jak on śmie! Dobra koniec tego. Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Poszłam się jeszcze ubrać i wzięłam ze stołu jabłko po czym poszłam do pracy.
W pracy przytuliłam Raini na powitanie. Wzięłam swój fartuszek i zaczęłam pracę. O dziwo, nie widziałam Rossa. Dziwne... Mówił, że będzie. Po chwili jednak usłyszałam dźwięk motoru. Czyli przyjechał. Jednak dźwięk motoru zagłuszył pisk opon i hałas, jakby auto w coś wjechało z dużą prędkością. Szybko wybiegłam z miejsca pracy. Nagle łzy zaczęły zbierać mi się do oczu.
-Ross!-krzyknęłam patrząc na zakrwawionego chłopaka. Podbiegłam do niego.
-Niech się pani od niego odsunie! Karetka już jedzie!-krzyczał do mnie jakiś przechodzeń. Nie słuchałam go. Ręce i usta mi drżały, ja sama miałam wielką gule w gardle. Czemu się tak o niego martwię? Z szoku, nawet bym chyba nie zadzwoniła po karetkę. Nagle wzrokiem odszukałam sprawcę wypadku. To był mężczyzna, przy samochodzie, który wjechał w motor Rossa. Podbiegłam do mężczyzny, który chyba nie do końca rozumiał, co zrobił. Jedynie, co miał, to lekko spuchnięte oko. W coś walnąć musiał. W tamtym momencie nie zważałam na nic. Kierowały mną emocje.
-Ty!-wydarłam się na niego podchodząc bliżej-Jak mogłeś! On może nie przeżyć! Prawie go zabiłeś! Teraz dowiesz się jak to jest!-nie wiem czemu tak zareagowałam. Zaczęłam go bić, gryźć - mając łzy w oczach. Oszołomiony facet stał jak słup soli. Jakiś przechodzeń złapał mnie w pasie i odciągnął. Wyrwałam mu się i podbiegłam do Rossa.
Z daleka słychać było dźwięk karetki. Nie chcieli pozwolić mi jechać, ale kiedy powiedziałam, że jestem jego dziewczyną i oprócz mnie nie ma nikogo, wpuścili mnie.
Jechaliśmy dość krótko. Ale czas niemiłosiernie mi się dłużył. Cały czas trzymałam Rossa za rękę.
Jak dojechaliśmy widziałam tylko, jak na noszach go wynoszą. Mówili, że muszą go wybudzić, odratować czy coś takiego. Sama nie wiem. Wiem tylko, że dość długo czekałam, aż podadzą mi nowiny. W końcu przyszedł lekarz.
-Pani Marano? Dziewczyna Rossa Lyncha?-spytał podchodząc bliżej.
-Tak, to ja. Co z nim?
-Ma złamaną rękę. No i przede wszystkim dużo szczęścia. Zazwyczaj takie wypadki kończą się śmiercią. A u niego to tylko strata przytomności i złamana ręka. I parę żeber.
-Wyjdzie z tego?
-Tak, ale potrzebuje dużej opieki. A pani jest jego jedyną rodziną...
-Oczywiście zaopiekuję się chłopakiem. Dziękuję za informacje. A mogę do niego wejść?
-Oczywiście. Pacjent czuje się lepiej.
Szybko podeszłam do sali, w której leżał Ross. Gdy weszłam i go zobaczyłam to się przeraziłam. Miał rozcięty łuk brwiowy, rękę w gipsie, podbite oko, a cały na mój widok się uśmiechnął.
-Moja dziewczyna przyszła. Moja osobista całodobowa opieka. Witaj skarbie-powiedział ze swoim zadziornym uśmieszkiem. W co ja się wpakowałam?
***
Z tej strony Abi:) Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Pamiętajcie, że zależy nam na waszych komach. Piszcie szczere opinie. Rybka pisała 1 cz. ja 2:) Do napisania:*
~Abi
~RybaXDD



sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 12

*Oczami Laury*
-Ma na imię Laura-odparł szybko. Dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona na twarzy. Nagle przez przypadek wypadłam z ukrycia prosto na chodnik, będąc teraz jakieś 5 metrów od nich.
-To ona!-krzyknął Ross i podbiegł do mnie, przy okazji pomagając mi wstać. Wyszeptał krótkie ,,proszę, zgódź się". Chyba wie, że podsłuchiwałam.
-To prawda?!-krzyknęła w moją stronę.
-Tak. To prawda. Ja i Ross jesteśmy razem parą.
-Bardzo śmieszne! Przecież on jest ze mną!-krzyknęła wściekła blondynka.
-Nigdy z tobą nie byłem Susan. Ubzdurałaś to sobie. Jak chcesz, mogę wywalić cię z naszej paczki-powiedział całkiem poważnie Ross.
-Nie zrobiłbyś tego-powiedziała tym razem smutno-szczęśliwa.
-Owszem. Nie jestem damskim bokserem, ale to bym zrobił, nawet z czystą przyjemnością.
-Nie ośmieliłbyś się. Mój ojciec jest prawnikiem!-zaczęła się wydzierać, tym samym zwracając na nas uwagę przechodniów.
-A co ma piernik do wiatraka?-spytałam nie kapując.
-Dużo?-odpowiedziała pytająco.
-Okey... Nie wnikam-powiedział tym razem Ross.
-W takim razie od kiedy jesteście razem? Nigdy was razem nie widziałam.
-Od jakiegoś tygodnia-teraz odpowiedziałam ja.
-Ale Ross nie mówił, że kogoś ma.
-Gdybym ci powiedział Susan, to byś dostała jeszcze większej furii-powiedział ze stoickim spokojem do już bardziej opanowanej dziewczyny.
-A myślisz, że uniknął byś takiej sytuacji?-spytała z powagą.
-Nie. Wiem, że to nie uniknione, bo jesteś psychiczna-powiedział, po czym zatkał sobie buzię, a na twarzy dziewczyny pojawił się kolejny wyraz złości.
-Mówicie, że jesteście razem od tygodnia? Przecież ona-pokazała palcem na mnie-mówiła, że cię nienawidzi!
-Nienawiść przerodzona w miłość-powiedziałam udając miłość, do istoty, która trzymała mnie za rękę. Tak, dobrze myślicie. Ta istota to Ross.
-A ty przecież na początku też nie pałałeś do niej sympatią!-krzyknęła do Rossa.
-Widzisz... Ludzie się zmieniają. Na prawdę.
Susan stała się bardziej podejrzliwa. Przecież trzymanie za rączki na pewno jej nie wystarczy. Jeszcze kilka dni temu rozszarpałabym go najchętniej, a teraz rzucam mu się w ramiona? Przecież to jest bardzo podejrzliwe.
-I tak wam nie wierzę. Udowodnijcie-powiedziała z chytrym uśmieszkiem, myśląc, że już nas złamała, a my przyznamy się do kłamstwa. I pewnie by tak było, gdyby nie Ross. Gdybym, wiedziała, co zrobi w życiu bym się na to nie zgodziła...blondyn złapał moje obie dłonie, spojrzał w oczy, które wysyłały mi przepraszające spojrzenie. Zerknął jeszcze raz na blondynę która zrażała nas obu wzrokiem, i potem z pewnością siebie złączył nasze usta w pocałunku, a ja? Stałam w osłupieniu, nie wiedziałam czy mam odwzajemnić pocałunek. Jak kłamstwo to kłamstwo, trzeba kłamać dalej. Zrobiłam to, odwzajemniłam buziaka, a żeby było to bardziej przekonujące, moja ręka oplotła jego blond czuprynę. Czułam jak uśmiecha się przy całusie, nie wiem dlaczego, ale podobało mi się to.
- Ej, koniec!!! Jak możesz się całować z tą suką!!- Oderwała nas od siebie. Ross z chytrym uśmieszkiem odpowiedział.
- To moja miłość życia, nie ty nią jesteś.
- Zabiję ją!! Choć mała szujo! Rossa mi zabrałaś! - wrzeszczała. Patrzałam na nią z przerażeniem,  dobrze że w ostatniej chwili Ross ją złapał bo było by ze mną źle. Popatrzałam na zegarek było po 8, nie, nie!! Spóźnię się do pracy! Ona mnie wyleję.
- Pójdziesz stąd czy ja mam cię odprowadzić? - mruknął jej do ucha.
- Ughhh! Pójdę sama, ale pamiętaj brązowa szujo, jeszcze się zemszczę! Jeszcze pożałujesz.- wyrwała się blondynowi i uciekła. Chłopak spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął.
- Słuchaj, bardzo przepraszam, nie chciałem żeby tak wyszło. Ja naprawdę...- przerwałam mu.
- Dobra spoko, możesz mi powiedzieć jak to odkręcimy? Nieważne, muszę iść bo się spóźnię i mnie wyleją z pracy. - sapnęłam.
- Mogę cię podwieźć, wsiadaj na motor.
- Ty tak serio? - uniosłam brew.
- Wiem że nasze stosunki nie są ymmm, no dobre, ale nie chcesz się spóźnić, prawda? To wsiadaj. - pognał mnie. Przewróciłam oczami i usiadłam na jego maszynę, on uśmiechnął się ''ponownie do mnie'' i ruszył w stronę baru. Gdy dojechaliśmy szybko zeszłam z tej maszyny i pognałam do pracy.
- Dzień Dobry! Strasznie przepraszam za spóźnienie, to się już nigdy nie powtórzy. - powiedziałam wparowując jak mgła do środka.
- Hahaha szefowej jeszcze nie ma. Później przyjedzie, ma jakąś sprawę do załatwienia. - śmiała się jak opętana, a kto? Oh, tak Raini.
-  HA HA HA! Bardzo śmieszne. Ale tak na serio, to ulga. Już myślałam że będzie się na mnie wydzierać i mnie wyleję. - odetchnęłam.
- Miałaś szczęście. - uśmiechnęła się. - A tak w ogóle to cześć. - przytuliłyśmy się.
- WOW Laura, ty to powinnaś na jakieś zawody jeździć, tak szybko biegasz. - w drzwiach pojawił się blondyn.
- To ty się już nim pogodziłaś? Jest rozejm? - przyjaciółka szepnęła mi na ucho.
- Nie, no co ty. Tylko mnie podwiózł, nic się nie stało pół godziny temu, co ty gadasz, ja nic nie zrobiłam, nie pytaj się już więcej o nic. - spanikowałam.
- Pytałam tylko czy się pogodziliście, a co stało się coś? - uniosła brew.
- Nic się nie stało Raini, tylko ją tu podwiozłem. - podszedł do nas. Uff, uratował sytuację.
- Dobra idź ubierz fartuch i do roboty młoda. - poklepała mnie po plecach. Szybkim ruchem pognałam do kuchni, ubrałam fartuch i brałam się do pracy.
- Dzień Dobry co podać? - spytałam klienta.
- Co polecasz? - zapytał jakiś chłopak.
- Łosoś z pieca lub grilla albo pierogi ruskie. - odpowiedziałam.
- To poproszę to pierwsze. - uśmiechnął się do mnie jakiś brunet. Poszłam dać karteczkę do kuchni i wróciłam do Raini.
- Idź może tego swojego blondaska obsłuż, co? - spytała uśmiechając się.
- Mój blondasek? Co ci gadał? Mów! -kazałam.
- Nic, tylko tak żartuję. Dziwnie się zachowujesz dzisiaj.
- Przepraszam, jestem zacofana dzisiaj. - odpowiedziałam i poszłam do blondyna.
- Co ci podać Ross? - zapytałam.
- Nic nie musisz, przyszedłem tutaj tylko dlatego bo ty tu jesteś. - odparł.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Jesteś moim tlenem. - wyznał.
- Ty! Ja wiem że sobie ze mnie jaja robisz, więc od pikaj się ode mnie. - rzuciłam i odeszłam.
Godziny leciały a on dalej tam siedział i wpatrywał się we mnie z rozmarzonymi oczami.
W końcu nadeszła 19, godzina wolna od pracy czyli do domu. Zdjęłam fartuch, powiesiłam go na wieszak, pożegnałam się z Raini i wyszłam z baru, kierując się do domu. O dziwo, nigdzie nie widziałam blondyna, ale czułam jego wzrok na sobie. Szłam powoli rozkoszując się ciszą. Niespodziewanie ktoś złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Laura, porozmawiajmy..
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, Ross! - wrzasnęłam i wyrwałam moją rękę od niego.
- Ale nie zaprzeczysz że nic nie poczułaś gdy się pocałowaliśmy, przyznaj się! -  Stałam jak osłupiała.


Eloska wszystkim! I Mamy rozdział, wcześniej, yay^^^. Rozdział dedykujemy Patce Cher ^_^. Pierwszą część pisała Abi a ja drugą. Dziękujemy za komentowanie bo to strasznie motywuję, oczywiście mamy nadzieję że rozdział się podoba ;). No nic komentujcie miśki. Kolejny rozdział za niedługo. :*. ~ RYBA XDD.
Hejka wszystkim! Jak się podoba? Moja pierwsza połowa druga Rybki:) Jest szybko rozdzialik:) Także komentujecie! Jak już Rybka wspomniała ten skromny rozdział z dedykacją dla Patki:) Do napisania! ~Abi

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 11

*Ross*
Idę drogą, widzę piękną brunetkę, podchodzę....... i śpiewam dla niej.
''Zawsze to zabawne uczucie, za każdym razem gdy przechodzisz, to jakbym chodził po suficie, obie stopy nad ziemią i wszystko jest w porządku, gdy pozostaję do góry nogami, jak tracę głowę, bo wiem do kogo należy moje serce.''
- Słuchaj było między nami źle, ale chcę to naprawić, chyba cię kocham. - spojrzałem na nią. W oddali widziałem jak podchodzi do nas jakiś mężczyzna. Złapał Laurę za dłoń, pocałował i razem odeszli z moich oczu.
- NIE! - wrzasnąłem. Rozejrzałem się po pokoju. Uff, to był tylko sen, jak dobrze. Co to miało znaczyć?! Ona mi się śni. Ja się może w niej zakochałem? A może jednak? Może naprawdę mógłbym kogoś pokochać? Co miał znaczyć ten sen? Może chodziło o to że, lepiej teraz niż później. Później, może być już za późno i ktoś mi ją odbierze.
- Zostawić blondasa! Rocky Panda wkracza do akcji!- do pokoju gościnnego wpadł Rocky z misiem w ręku.
- Nic mi nie jest. Miałem zły sen. A ty tak, serio? Wziąłeś misia by mnie obronić?
- Tylko to miałem pod ręką. - wytłumaczył.
- Dobra idź, chcę spać. Jest po północy. Wszyscy śpią. Jutro idę się popatrzeć na mojego misia w pracy. - pisnąłem i wleciałem pod pierzynę, zasypiając po chwili. Niech mi się już nic nie śni, proszę.
<Ranek>
Przeciągnąłem się i otworzyłem powieki. Tym razem zasnąłem i nic mi się nie śniło. Ciekawe o której pracę zaczyna misia... Tak sobie rozmyślałem, aż moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Myślałem, że ktoś z mojego kochanego rodzeństwa otworzy te drzwi, ale nie! Tak więc zszedłem z łóżka i poszedłem sprawdzić kto dobija się do naszych drzwi. Kogo tam zastałem?
-Hej Rossy!-powiedziała dziewczyna i rzuciła mi się na szyję, co strasznie mi przeszkadzało.
-Cześć Susan...-powiedziałem z niechęcią.
-Co dziś robisz? Może się gdzieś przejdziemy?-czy ta dziewczyna ma za mały mózg, by zrozumieć, że nie jestem nią zainteresowany.
-Mam plany. Wybieram się GDZIEŚ-podkreśliłem ostatnie słowo, by nie pytała gdzie. Ale jak mówiłem, za mały mózg...
-A gdzie?-spytała robiąc słodkie oczka. Nadal trzymała się kurczowo mojego ramienia.
-Susan, czy do tej twojej główki nie dociera, że jesteś tylko moją koleżanką? A raczej jesteś tylko w mojej bandzie? To wszystko?-spytałem mało delikatnie. Puściła moje ramię, spojrzała się nieobecnym wzrokiem na trawę i bez uśmiechu tak chwilę patrzyła. Po chwili przeniosła wzrok na mnie, uśmiechnęła się szeroko i rzuciła mi się na szyję krzycząc takie słowa:
-Razem już na wieki!-krzyknęła i zaczęła mnie mocno przytulać. Zacząłem się dusić. Ile w takim ciele może być siły?
*Laura*
Idę sobie do pracy ulicą, a co tu widzę? Tą blondynę, co tak klei się do Rossa i jego samego w dodatku fioletowego na twarzy. Podeszłam bliżej, a ona zaczyna się drzeć:
-Razem już na wieki! Razem już na wieki!
A co na to fioletowy Ross? Zaczyna się wyrywać i krzyczeć do Susan.
-Między nami nic nie ma, nie było i nie będzie! Mam już dziewczynę!-krzyknął, a ona nagle z szczęśliwej zrobiła się wściekła. Podeszłam jeszcze bliżej.
-KIM ONA JEST?!-spytała baaaardzo wściekła. Ciekawe, co Ross teraz wymyśli...
***
Elo! Tu Abi:) Rybka pisała 1 część ja drugą:) Przepraszamy za długą nieobecność, ale mamy też własne życie prywatne i wiele innych spraw. Między innymi też pozostałe blogi. W każdym bądź rozdział jest:) Zapraszam też na nasze pozostałe blogi:
Mój: http://i-see-dark-raura.blogspot.com
II Mój: http://she-is-enigma-raura.blogspot.com
Oraz Rybki: http://rossyilaurasweatheart.blogspot.com
Do napisania:)
~Abi
~Ryba XXD