poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 7

*Laura*
Przeciągnęłam się, na drugi bok łóżka. Głowa strasznie mnie bolała. Wczorajsza noc daje znaki. Wstałam z łóżka i podreptałam do szafy, wybrać jakieś ubranie na dziś. Po dłuższej przerwie wybrałam czarną sukienkę w kwiaty. Włosy pofalowałam, dziś postawiłam na naturalność. Nie będę się malować. Spojrzałam na zegarek, było po 13. Westchnęłam i poszłam w stronę kuchni w celu zrobienia sobie śniadania.
Po trzydziestu minutach, zajadałam się tostami. Zerknęłam za okno, lało jak z cebra. Uwielbiam jak pada.
Może dzisiaj Lynch da sobie spokój. No właśnie, jak ja się znalazłam w domu. Nic nie pamiętam, po co ja tyle wypiłam. Głowa mnie boli, zakwasy mam. Ostatni raz. Kiedy zjadłam, pozmywałam naczynia, poszłam do mojego pokoju. Weszłam na twitter'a. O Raini dodała zdjęcia z imprezy, momentalnie się uśmiechnęłam.
Czekaj... czekaj CO?!. Ja i Ross, jak się tulimy na parkiecie. Jakim cudem go dotknęłam ?!.
A jak on mi coś zrobił. Nie daruję.
Patrzałam dalej, pełno zdjęć jak Ross niesie mnie, chyba w stronę domu. Jaka siara. Pacnęłam się w czoło.
Pełno tweetów, oh god. I do tego jeszcze piszą Raura forever, jaka RAURA ja się pytam ? Już złączyli nasze imiona. Znamy się od niedawna i już uważają że jesteśmy razem. Masakra, z kim ja żyję na tym świecie.
'' Hej Lau, co tam? Jak po imprezie?''dostałam prywatną wiadomość od Raini.
'' Ujdzie, możesz do mnie wpaść. Strasznie mi się nudzi. Zrobimy sobie babski wieczór, kochana.'' odpisałam jej.
'' Ale pada.'' wystukała.
'' Proszęęę''
'' Oh, no dobrze mała. Zaraz będę :*'' odpisała.
'' Będziemy się bawić, chyba.. :**'' stuknęłam. Wylogowałam się i poszłam do salonu.
Włączyłam telewizor i oglądałam jakiś serial, po paru minutach, ktoś zapukał do drzwi, szybko podeszłam i je otworzyłam, to była czarnowłosa.
- Hej, kochanie.- przytuliłyśmy się. Ściągnęła buty i kurtkę. Razem poszliśmy do salonu.
- To o czym porozmawiamy ? - zapytała. - A raczej o kim. - zrobiła brewki.
- Co masz na myśli?-uniosłam brew.
- Ty i Ross. Coś między wami wczoraj zaszło, jak wyszliście z imprezy ? - spytała.
- Nie mam pojęcia. Nic nie pamiętam. Mam nadzieję że nie.- powiedziałam poważnie.
-No ale masz tyle fanów teraz, że szok.
-Oni mnie nawet nie znają!
-Grunt, że znają Rossa i twoje imię. Jeszcze za żadną dziewczyną tyle nie chodził.
-Serio?-spytałam z sarkazmem. Ale Rai chyba nie załapała...
-No przecież mówię!-ja tylko pacnęłam się w czoło.
-Mam nadzieję, że da sobie spokój.
-W to wątpię.
-Jak to?!
-Widziałaś jego twitter'a?
-Nie, a co?
-Pełno tam postów typu: ,,Ja i moja dziewczyna wracamy z impry", a na nich ty i on...
-To taki żart?
-Tak! No przecież żartuje. Nic o tobie nie pisał.
-Serio?
-Tak. Na serio.
-To dobrze...-nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo?-spytałam.
-Cześć Laurko moja słodka-powiedział głos, który drażni mnie od jakiegoś czasu...
-Mów, co się stało po imprezie! Gadaj-powiedziałam strasznym głosem.
-Okej, okej. W zasadzie to nic.
-Na prawdę?
-Nie ruszam pijanych dziewczyn-powiedział, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. Czyli nic mi nie zrobił.
-A skąd masz mój numer?-spytałam po chwili.
-A to już moja słodka tajemnica...-powiedział i się rozłączył...
***
Tym razem kończę ja, a zaczęła Rybka:) Niestety wiadomości od Ryby nie będzie, bo biedactwo jest w szpitalu:( Wiem, mi też przykro, ale no cóż... Czasami tak jest. Mam nadzieję, że rozdział się podoba:) A tu macie jeszcze nasze pozostałe blogi:




piątek, 16 maja 2014

Rozdział 6

*Oczami Laury*
Kiedy dotarliśmy na miejsce ja i Ross cały czas niepostrzeżenie trzymaliśmy się za ręce. Wtedy podszedł do nas ten rudy koleś... Jak mu tam?... Calum? Jakoś tak.
-Widzę, że ktoś tu se dziewczynę już znalazł, co?-spytał, a ja speszona puściłam rękę blondaska. Nie mógł wcześniej?
-To co? Idziemy się bawić, Marano?-spytał takim dziwnym tonem. Czytaj: NIEPRZYJEMNYM.
-Wolę posiedzieć z Raini. Zaraz powinna przyjść.
-Raczej nie. Jest z Calumem na parkiecie-pokazał mi palcem, a ja z wrażenia otworzyłam buzię. Raini i Calum razem tańczyli i to bardzo szybko. Nie żeby coś, ale czy ona nie jest podpita? Bo wątpię by z własnej woli tańczyła z nim. Chociaż, ja nie znam jej zbyt dobrze.
-Zatańczysz?-powiedział blondyn i podał mi rękę. Wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, a wtedy akurat puścili wolnego. Na początku byłam w znacznej odległości od blondyna w przeciwieństwie do innych ludzi, którzy dziwnie się na mnie patrzyli. Po chwili blondyn pociągnął mnie bliżej siebie, tak iż tańczyliśmy ,,normalnie", jeżeli tak to można nazwać. Nawet to było... fajne? Ale nic co fajne nie trwa wiecznie. Po chwili przyszła do nas ta ,,Blondi", co kocha Rossa. I tyle było z tańca mojego z Nim.
- To ja sobie... Już pójdę. Nie przeszkadzam wam. - Powiedziałam i wyszłam do barmana. Poprosiłam o jednego drinka. W końcu jest impreza, no nie ?. Kiedy już wypiłam, wzięłam jeszcze jednego a za nim kolejnego. Trochę zakręciło mi się w głowie. Ale jestem jeszcze na tyle trzeźwa i dojdę do domu, a także mogę się obronić.
- Laura, choć tańczyć. - pociągnął mnie na parkiet Calum a zanim Raini. No to mam się już z kim bawić.
* Oczami Ross'a*
Kiedy brunetka odeszła i wcisnęła się do mnie Susan, miałem ochotę iść z stąd. Susan to dobra przyjaciółka, ale od kiedy, zapatrzyłem się w Laurę to cały czas się kręci obok mnie. Jak wrzód na tyłku. No nic, muszę z nią zatańczyć, nie chciałbym jej zranić.
- I jak, się bawisz ? - zapytała mnie po chwili. Nie mogłem się skoncentrować. Laura,  tańczyła z moim kumplem i jej przyjaciółką.
-  Halo ? Ross ? Pytałam, jak się bawisz ? - machała mi przed oczami.
- Amm, amm. Co? Sorry, odleciałem. - odpowiedziałem, nadal z nią tańcząc.
- Nie rozumiem, co ty w niej widzisz. - mruknęła pod nosem.
- Jest idealna. Plus w moim typie i jeszcze żadna dziewczyna mi nie odmówiła tylko ona. Nie jest taka jak inne. Będzie ją trudno złamać. - mówiłem, nie patrząc się na blondynkę tylko stale na brunetkę, która porusza ciałem ,tak seksowna.  Nie mogę się powstrzymać, ona mnie pociąga.
- A ty ? Skąd się urwałaś ? - zapytałem zdziwiony, spojrzałem na nią i uniosłem brew.
- Wiesz, bo ja. Nudziło mi się i przyszłam tutaj. - mówiła z zakłopotaniem.
- Okej, wierze ci. - zmarszczyłem czoło. Westchnęła z ulgą. Piosenka się skończyła, na szczęście. Idę do mojej bruneteczki.
- No hej, kochanie. - wymruczałem jej do ucha.
- Siema, blondasku. - przykleiła się do mojego torsu. Oj, Marano, Marano się napisaś.
- Ktoś tu się napił widzę. - zaśmiałem się.
- Ale ja mało wypiłam tylko, tyle. - Pokazała na palcach 10. Mało ? Okeeej.
- Be ze mnie pijesz, Calum ?! Bezczelny typie. - zmroziłem go wzrokiem i poszłem zamówić jednego mocnego. Po pięciu minutach wróciłem i piłem mój napój procentowy.
- To,co Marano ? Masz ochotę na igraszki ? - wymruczałem jej do ucha i musnąłem lekko jej szyję. Po jej ciele przeszedł dreszcz. Uśmiechnąłem się zawiacko, to dobry znak.
- Hehe, ale ty śmieszny jesteś. - zaśmiała się uroczo.
- Jesteś zbyt upita. Chodź, odprowadzę cię do domu. - odpowiedziałem jej.
- Nie, bo ty jesteś zboczony. Hahaha ty zboczuszku. - śmiała się jak opentana.
- Nic ci, zrobię. - puściłem do niej oczko.
- W sumie szaleńcu, spać mi się chcę. - cały czas się śmiała. Złapałem ją za nogi, podniosłem i poszliśmy w stronę jej domu. Kiedy doszliśmy do jej domu, walnąłem ją na łóżko, ale przedtem ściągnąłem jej buty.
- No, to pożegnam się i spadam. - wstała z łóżka i podreptała do mnie, resztkami sił.
- Gdzie idzi ... idziesz. - mruknęła.
- Do domu. No chyba chcesz żebym został. - przyciągnąłem ją do siebie. Czułem, jej słodki zapach perfum. Następnie jej oddech. Byliśmy tak, bardzo blisko.
- Jeśli myślisz, że ulegnę, to..... się....mylisz. - odsunęła się ode mnie. Zdziwiło mnie to, że jeszcze jest trzeźwa. Muskałem ją lekko w szyję, z szyi przenosiłem się na brodę, brunetka jęknęła cicho. A ja uśmiechnąłem się zwycięsko. Położyłem ją na łóżku, dalej muskając jej ciało. Moje usta wędrowały między jej wargami. Powoli, pozbywałem się jej sukienki.
- Ross, proszę nie. - jęknęła, kiedy miałem już ją pocałować. Westchnąłem.
- W sumie racja. Chcę abyś pamiętała, nasz pierwszy raz. - Spojrzałem na nią,
- Ta, nie.....będzie....żadnego......razu. - mówiła przerwami. Powoli zamykała oczy.
- Dobranoc, księżniczko. - Przykryłem ją i wyszłem przez okno. Ale za nim wyszedłem, jeszcze raz na nią spojrzałem.



Witam, was cieplutko! Wiem że rozdziału nie było ponad dwa tygodnie. Ale szkoła daje w kość. ;//. A muszę poprawić oceny. Abi ma podobną sytuację. Więc naprawdę was przepraszamy.I mamy nadzieję, że jeszcze ktoś nas tutaj czyta ;). Postaramy się, dodać następny rozdział jak najszybciej. Buziaki xx. W komentarzach, pozostawcie linki, do swoich blogów. Z chęcią wszystkie przeczytam. ;*. Komentujcie, to wywołuję u nas bardzo duży uśmiech. :*****.
~ RYBA XDD ~ Abi.


piątek, 2 maja 2014

Rozdział 5

-Sugeruję-odpowiedział pewny-To co? Wchodzisz w to?
-Oczywiście. Kiedy i gdzie?
-Słyszałem, że jutro jesteś umówiona z Raini o 18:00. Pójdziesz wtedy ze mną. Co ty na to? No chyba że się boisz.
-Wchodzę w to. Do zobaczenia.-powiedziałam oschle.
-Hej. - Powiedział z tym swoim zawiackim uśmiechem. - Tylko się seksownie ubierz. - dokończył. Ughh, co za dziecko.
Doszłam do domu. W środku była kartka od Van:
,,Młoda, musiałam wyjechać. Wracam za tydzień. W Miami jestem. Zarabiam. Do zobaczenia. Van".
Krótko, zwięźle i na temat. Cała Vanka. No ale cóż. Trzeba żyć dalej. Było późno, więc poszłam do mycia i do spania.
Obudziły mnie wredne promienie słoneczne wdzierające się do mojego pokoju przez rolety. Zrobiłam poranne czynności i poszłam na śniadanie. Zrobiłam sobie gofry z bitą śmietaną i owocami. Pycha! Po śniadaniu postanowiłam iść się przewietrzyć. Wiatr delikatnie muskał moją skórę i rozwiewał moje włosy. Ze względu na dość wczesną porę słońce świeciło dosyć słabo, ale one również podobnie jak wiatr delikatnie mnie ogrzewało. O tej porze roku jest tu pięknie. Zaczęłam słuchać muzyki. Włączyłam MP3, wzięłam  słuchawki do uszu i po chwili zaczęłam słuchać nut i dźwięków wydobywających się z tego małego urządzenia, budując przy tym świetny utwór. Zamknęłam oczy, ale tylko na chwilkę. I oczywiście moja cecha wrodzona czyli niezdarność nie dała o sobie zapomnieć. Musiałam na kogoś wpaść. Był to oczywiście...Nie  kto inny jak ta blondyna , która zawsze siedzi  obok blondyna w knajpie.
- Przepraszam - Odparłam z troską. Od razu mnie odepchała.
- Zostaw mnie, jeszcze mnie czymś zarazisz. - Powiedziała oschle i otrzepywała się wstając ziemi. Miałam ochotę, wybuchnąć śmiechem. Ale nie chce jej urazić.
- Co się tak głupio uśmiechasz ? - Parsknęła.
- A co ? Nie mogę ? - Zapytałam.
- Po 1 : NIE! Po 2 : Masz zostawić Rossa w spokoju! I nie zbliżaj się do niego bo on jest mój. - Mówiła prawię krzycząc.
- Nie bulwersuj się tak blondi, jesteście siebie warci. I z tego co od niego wiem, to wy nie jesteście razem. - Ostatnie podkreśliłam.
- Przez ciebie ? Nie! - Znowu krzyknęła.
- Przeze mnie ? Pfff! Drwisz ze mnie ? To on cały czas za mną łazi. To on mnie podrywa. To on. - Skończyłam.
- Dlaczego, dlaczego on nie patrzy na wszystkie, tylko nie na mnie. - Usiadła na ławce.
- Nie mam pojęcia, może zrób coś żeby cię zauważył. - Próbowałam jej pomóc.
- Ale jak ? - Zapytała spokojnie.
- Tego nie wiem. Ale błagam cię weź go ode mnie. Jeszcze do tego muszę z nim dzisiaj iść na imprezę. - Mruknęłam.
- Na imprezęę ?! - Wstała i krzyknęła.
- No. Mieliśmy zakład. Ale o co to nie wiem. - Odpowiedziałam jasno. - Gdybym była tobą, to w ogóle bym z nim się nie zadawała. On jest jakiś zboczony i nienormalny. Chciałam żeby sobota była spokojna i że pójde tam tylko z Raini. Jakaś masakra. - Prychnęłam z zrezygnowaniem.
- Ale co ja zrobię  On jest taki słodki, kochany, opiekuńczy. Idealny. - romarzyła chyba się zabardzo.
- Kiedy się kogoś kocha, to ten ktoś bez względu na wszystko jest dla ciebie idealny. - Mruknęłam.
- Ja spadam jest po 14 i nie chcę marnować dnia. - Oznajmiłam i poszłam zostawiając zdziwioną blondynę.
Kiedy byłam w domu,  poszłamd o mojego pokoju i walnęła się na łóżko.
- Aww, moja królewna sobie śpi.
- Taa, Vanessa jakaś blondyną gadałam, ale później ci opowiem. - mruknęłam. Ale po chwili przy pomniałam sobie że Vanessa pojechała. Otworzyłam szeroko oczy i odwróciłam się w stronę okna.
- No hej, słoneczko. - Kiwnął mi.
- To znowu ty ? - Mruknęłam, kiedy zobaczyłam Ross'a obok balkonu.
- Nie cieszysz się że mnie widzisz ?
- Wręcz przeciwnie. - odpowiedziałam. Chłopak wszedł do pokoju i podszedł do mnie. Nadal leżałam. Miał potargane włosy, koszulę, i porwane rurki. Jak na niego wyglądał, przyzowicie. Wyobraźcie sobie teraz, że on się obok mnie położył.
- Yyy, co ty robisz ?
- Jak to co ? Położyłem się obok  ciebie. - Oznajmił.
- No widze, że leżysz obok mnie, ale dlaczego ? Nieważne. Po co przyszłeś ? - Zapytałam.
- Nudy w domu, więc wpadłem. - odparł jasno. - Nie powinienaś się już szykować na najlepszą noc w swoim życiu  ? - Dodał.
- Najlepszą ? - zapytałam zdziwiona.
- No, to dawaj! Wstawaj i pokaż mi wszyskie twoje seksowne rzeczy. Ale jak dla mnie możesz iść nago. - I za to oberwał poduszką.
- Ej! No co ja poradzę, że jesteś taka seksi. - odparł, patrząc na moje ciało. Zboczeniec. Po 10 minutach, przyniosłam wszystkie suknie, sukienki żeby je dokładnie obejrzał.
- Mmm, w tej będzie wyglądała tak pociągająco. - Wymruczał, podchodząc do mnie i złapał mnie za biodra, podając mi sukienkę, na znak żebym poszła się przebrać. Po 5 minutach wyszłam z łazienki, wow, dziwię się dlaczego on mi do niej nie wszedł.
- Wyglądasz kusząco, mógłbym cię schrupać. Ah, twoje piersi, twoje uda. - Puścił do mnie oczko, podchodząc do mnie, niebezpiecznie blisko. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ale ty masz te teksty na podryw. - Zaśmiałam się.
- Wiem że ci się podobają. - Wyszeptał mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz. Chyba to zauważył, bo cicho się zaśmiał. Lekko go odepchałam. Zerknęłam na zegarek. Była 17:55.
- O! Już godzina wybiła. - Zdziwił się uśmiechnięty. - To idziemy, księżniczko. - Podał mi dłoń. W tej sekudzie dostałam wiadomość. Od Raini brzmiała tak '' Wiem że to miałyśmy być tylko my ale idziemy we trójkę, Niegniewasz się? Ma na imię Calum. '' Przewróciłam oczami. i Odpisałam '' Idziemy w czwórkę, ma na imię Ross :D.'' Niechętnie złapałam go za rękę i wyszliśmy w stronę parkietu.
To chyba będzie najciekawszy dzień w moim życiu.



Nareszcie skończyłyśmy! :D. Przepraszam na spóźnienie. Anyway.. Podoba wam się ? Szczerze mi tak trochę. XD. Jestem zawiedziona 7 komentarzami pod rozdziałem 4. ;/. Komentujcie. <3.
~Ryba XDD.
Ja tym razem coś dopiszę;) Jestem szczęśliwa, że czytacie i komentujecie naszego bloga:) Rozdział w miarę normalny:) ja pisałam pierwszą część:) Do napisania!
~Abi
Tu macie nasze inne blogi:
rossyilaurasweatheart.blogspot.com
lynchvsmarano.blogspot.com
story-of-raura.blogspot.com
Pierwszy Rybki, a pozostałe moje;)

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 4

*Oczami Laury*
Ten Lynch to jakiś dziwny jest. Ale głos ma, trzeba mu to przyznać. No i jest ładny, ale uroda jest próżna, co nie? Czemu ciągle o nim myślę? Bo mnie drażni? Bo jest głupi? Sama nie wiem. Te myśli zaczęły mnie pobudzać do snu. O tak! Sen tu jest mi bardzo, ale to bardzo potrzebny. No więc położyłam się spać.
Obudził mnie wredny budzik, którego nie cierpię. Wskazywał godzinę 6:54. Spokojnie, mam jeszcze troszkę czasu. Troszkę. Więc ubrałam się, zjadłam śniadanie przyszykowane wcześniej przez moją siostrę Van oraz uczesałam i nałożyłam delikatny makijaż. Po tych czynnościach wyruszyłam do pracy przygotowując się na najgorsze mianowicie Lyncha.
Jak doszłam do pracy, ledwo, co weszłam ON już tam był. Oprócz tego jeszcze z nim ta banda dzieciaków i ta mordująca wzrokiem blondyna. Dziś Lynch się do niej jakoś nie szczególnie odzywał. Pokłócili się czy coś? A z resztą, co mnie to? Tak czy siak wzięłam fartuszek i podeszłam do nich do stolika, bo Raini się bała. Czego? Może jej grożą? Może coś się stało? Albo znów powiedzą, że chcą abym ja ich obsłużyła? Dziwnie to brzmi, ale nie teraz o tym. Tak więc podeszłam do tego głupiego stolika, a ten znów wyskakiwał ze swoim ,,flirtem".
-Bolało jak spadłaś z nieba?-spytał z tym swoim uśmieszkiem.
-Tak, tym bardziej, że z piekła wyszłam.
-Coś dziś nie w sosie jesteś. Nie to, co wczoraj na scenie...
-Aleś ty miły! Pozazdrościć.
-A jaki słodki-dodał. Narcyz.
-I jaki skromny, co nie?
-Tym bardziej przy takiej ładnej dziewczynie.
-Daruj sobie. Co podać?-spytałam ignorując go.
-7 zapiekanek zbójnickich + frytki-powiedziała miła blondynka.
-Rydel, zawsze ty musisz składać zamówienie?-powiedział rudy koleś. Czyli ona ma na imię Rydel.
-Tak, bo ty Calum nie potrafisz-a rudy Calum. Jeszcze chwilę się sprzeczali ostatecznie jednak zamówili to samo + 7 coli. I tylko o to takie halo? Poszłam do kucharza dać mu zamówienie. Powiedziałam, że jedna z nich ma być szczególnie ostra. Tak, ta była dla blondyna, który mnie drażnił. Kucharz wykonał moje polecenie, a ja zaniosłam zapiekanki delektując się każdą myślą jak Ross zareaguje na swój przysmak. Ale jestem podła... Ross jadł i... Nic? Czemu? Nawet łyka coli nie wziął po tym. Za to rudzielec po pierwszym kęsie krzyczał, że mu buzie wypala. No nie! Pomyliłam zapiekanki! Szefowa mnie wyleje. Jednak jej nie było. I nic nie musi wiedzieć...
-Wody! Wody! W-O-D-Y!-krzyczał rudzielec. Aż mi się go żal zrobiło. Wzięłam wodę i mu podałam.
-Przepraszam-powiedziałam ze skruchą-Ta miała być dla Rossa.
-Oj niegrzeczna jesteś-powiedział Ross dziwnie na mnie patrząc... Wystawiłam mu język. Calum tak ten Calum, powiedział mi że zrobił by tak samo na moim miejscu. Chyba go polubiłam. Ta, blondyna cały czas się na mnie tak dziwnie patrzyła. Wszyscy zjedli, zapłacili i wyszli z wyjątkiem Ross'a i tej blondyny. Dlaczego! Dlaczego on mi to robi. Tak, jak zawsze wieczorkiem było karaoke, dzisiaj to Raini, zapowiadała. Nikt się nie zgłaszał. O Boszz, co ci ludzie się tak boją. Przecież każdy ma głos i siłę w sobie, może to zrobić. No trudno, ja się zgłoszę.
- Ja! - Krzyknęłam. Wszyscy się na mnie spojrzeli. Weszłam na scenę i spojrzałam na blondyna, zgromiłam go wzrokiem a on wysłał mi buziaka w powietrzu i serce z jego dłoni. Ughh. Niedobrze mi...
- Zaśpiewam, piosenkę którą niedawno napisałam. Me and You. - Uśmiechnęłam się do publiczności i zaczęłam śpiewać.



Kiedy skończyłam śpiewać, wszyscy bili brawo. Było mi bardzo miło że mogli mnie tylko usłyszeć. Chyba zacznę tworzyć muzykę. To dobry pomysł ?.
- Dziękuje, ktoś by chciał teraz ? - Zapytałam uśmiechnięta. Jakaś kobieta się zgłosiła. No i mamy chętnych. Zeszłam ze sceny i poszłam do Raini.
- Byłaś świetna. - Powiedziała podekscytowana. - A ten blondyn, cały czas na ciebie patrzał. - stuknęła mnie w ramię i wskazała na tego blondyna. Pff, to ten głupek Ross.
- Nie znam tego barana! Raini a może ty zaśpiewasz, co? - zapytałam przyjaciółkę.
- Nie, ja nie umiem. - Wyznała.
- Każdy umie śpiewać, ty byś nie umiała ? Idziesz. -Pognałam ja na scenę. Posłała mi złe spojrzenie.
A ja wysłałam jej spojrzenie '' Tsaa, jeszcze mi podziękujesz ''.
- Witam, wszystkich. Zaśpiewam piosenkę napisaną przeze mnie.
Zaczęła śpiewać.

Kopara mi odeszła, tak jak i reszcie. Jak ona śpiewa pięknie. Aż płakać mi się chcę. Wszyscy zaczęli tańczyć.
- Pięknie, śpiewa prawda ? - Podszedł do mnie jakiś koleś.
- Tak, to moja przyjaciółka. - Powiedziałam i odwróciłam się do tego kogoś. - To znowu ty. - warknęłam, kiedy zobaczyłam znowu tego blondyna.
- Choć tu, zatańczymy mała. - rzucił i złapał mnie za biodra, kołysząc w rytm muzyki. Nawet mi się to spodobało, więc tańczyłam z blondynem. Spojrzał mi w oczy, uśmiechnęłam się do niego lekko. Boże, Laura! tylko się nie złam. Ogar. Tańczyliśmy wolnego. W takim rytmie. O boszzz.
- I jak? Podobał się taniec z twoim wybrankiem ? - rzekł tym swoim łobuzerskim uśmiechem. Kiedy Raini, skończyła śpiewać.
- Fajnie. - Odpowiedziałam mu. Jak ja mogłam to powiedzieć ?. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- Ja spadam. - Rzuciłam bez entuzjazmu.
- Boże byłaś świetna. - Wrzasnęłam do czarnowłosej.
- Dzięki. - Przytuliłyśmy się.
- Idziemy jutro na imprezę ? - Pisnęłam.
- Tak. Jutro wolne. W końcu Sobota, upragniona sobota. To jutro spotkajmy się przed parkiem o 18. - Westchnęła.
- Okej, zaraz zamykamy. Chodź się przebrać  i wychodzimy. - oznajmiłam. Poszłyśmy zdjąć fartuszki i ubrać kurtki. Pożegnałyśmy się i każda poszła w inną stronę.
- Hej słoneczko, gdzie się wybierasz ? Beze mnie? - Usłyszałam męski głos za sobą. Znowu ten baran.
- Co chcesz ? - Powiedziałam, miło ?
- O, już nie unosisz głosu? - Zaśmiał się lekko. - Słyszałem że idziesz jutro na party.
- I co w związku z tym? - powiedziałam retorycznie.
- Może pójdziemy razem ? - Stanął mi na drodze.
- Yyyy, nie.
- Boisz się?
- yyy, nie.
- No, to co, ci szkodzi ?. - zapytał jakby nigdy nic.
- Sugerujesz zakład ? - Uniosłam brew.


YEAH! Mamy rozdział :D. Dzięękujemy za 10 komentarzy! To bardzo miłe. <3.
Dedykujemy ten rozdział wszystkim którzy czytają i komentują naszego bloga.
A co do rozdziału ? Może być ? Podoba się choć trochę ? :D.
Postaramy się dodać nexta jak najszybciej. Do napisania Miśki . :*.
~ RYBA XDD ~ Abi.
KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ!
:* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :*.

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3

*Oczami Laury*
Wyszedł, a po mnie zostały tylko mieszane uczucia strachu i zdziwienia. To coś jakby taka ulga? Sama nie wiem. Tak czy inaczej poszłam spać.
Rano obudziły mnie wredne promyki słońca. Spojrzałam na zegarek 7:33! No nie! Drugi dzień w pracy, a ja się spóźnię! Szybko ubrałam się, umalowałam i wzięłam jabłko do ręki, aby coś zjeść w czasie podróży. Rodziców już nie ma, więc jakoś tak cicho się zrobiło. Szłam, a raczej biegłam do pracy ile sił w nogach. Zegarek pokazywał 7:55. W tym oto momencie weszłam do lokalu, w którym pracuję. I jest dobrze. Szefowa tylko zgromiła mnie wzrokiem jakby mówiła ,,Masz przychodzić wcześniej". Ale nic mi nie powiedziała. Założyłam fartuszek i podeszłam do Raini. Klienci już byli. O dziwo. Zaczęłam obsługiwać każdy stolik po kolei. Raini w tym czasie myła blaty i brała zamówienia od klientów.
Kolejny raz spojrzałam na zegarek, który był umieszczony w lokalu - 8:49. Czas mi się chyba dłuży... Nagle do baru wparował znany mi blondyn i jego banda. No nie! Podeszłam do Raini i poprosiłam by to ona obsłużyła klientów. TYCH klientów.
-Co podać?-słyszałam jak moja przyjaciółka pyta się tej zgrai dzieciaczków.
-A czy nas może obsłużyć ta szatynka stojąca przy ladzie?-spytał blondynek. Super! Raini do mnie podeszła z przepraszającym wzrokiem. Cóż: zrobiła wszystko, co mogła.
-Co podać?-powiedziałam bez entuzjazmu do naszych ,,gości".
-Frytki-powiedziała ładna blondynka.
-Kebaba-powiedział ,,Ktoś" siedzący obok blondyna, którego imienia nie zostało dane mi poznać.
-Oraz 5 zapiekanek zbójnickich-powiedział jakiś blondyn.
-6 zapiekanek-powiedział ,,Mój" blondyn.
-Ross, mówiłeś, że nic nie chcesz-powiedziała jakaś blondynka. Inna niż ta, co często patrzyła na blondyna.
-Ale skoro obsługuje mnie taka ładna pani to nie odmówię-powiedział z uśmiechem i spojrzał w moim kierunku. Ross - tak on się nazywa. To już wiem.
-To wszystko?-spytałam mało entuzjastycznie.
-Tak, chyba tak-powiedziała blondynka, która zgromiła mnie wzrokiem. Ona chyba coś blisko Rossa jest, bo non stop na niego się gapi.
-Zaraz będzie-powiedziałam i chciałam już odejść, ale blondyn mnie zatrzymał:
-Ale ty przyniesiesz zamówienie, tak?-spytał patrząc mi w oczy.
-Może-powiedziałam i poszłam.
Po otrzymaniu zamówienia, banda dała mi kase. Nawet dużo. Siedzieli chwilkę jeszcze po czym wszyscy prócz blondyna i jego wiernej ,,przyjaciółki". Ona nie odrywała od niego wzroku i co chwile coś do niego mówiła. A on? Nawet na nią nie patrzał! Okej... Dziwny jest.
Wieczorem było karaoke. Weszłam na scenę, bo dziś mój dyżur do zapowiadania karaoke. Ni nic. Już po chwili pytałam się o chętnych.
-No to wieczorek karaoke moi drodzy! Ktoś chętny na pierwszy ogień?-nikt nie odpowiadał z wyjątkiem jednej osoby. Rossa! Wszedł na scenę, a ja z niej zeszłam i stanęłam naprzeciw niego.
-Tę piosenkę dedykuję Laurze Marano-powiedział, a mnie zwaliło z nóg! Po pierwsze - CO?! , a po drugie: SKĄD ZNA MOJE IMIĘ?! Po chwili blondyn zaczął śpiewać:

Last summer we met.
We started as friends.
 I can't tell you how we all happen.
Then autumn – it came.
We were never the same.
Those nights – everything felt like magic.

And I wonder if you miss me too.
 If you don't here's the one thing that I wish you knew.

 Ref:
I think about you every morning when I open my eyes.
  I think about you every evening when I turn off the lights.
 I think about you every moment, every day of my life.
 You're on my mind all the time. It's true.


 I think about you, you you, you you
 I think about you, you you, you you

Would you know what to say If I saw you today?
 Would you let it all crumble to pieces?
'Cause I know that I should
 Forget you if I could I can't yet for so many reasons.

I think about you every morning when I open my eyes
 I think about you every evening when I turn off the lights
 I think about you every moment, every day of my life
 You're on my mind all the time. It's true

I think about you, you, you,you,you.
I think about you, you,you, you, you.

Kiedy zakończył zapytał się mnie:
-Lauro, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zaśpiewasz ze mną?-przed wszystkimi tak zapytał! Normalnie szok! W tej chwili tysiące okrzyków ludzi wołało: ,,Laura! Laura! Laura!". Po chwili byłam na scenie. Blondyn dał mi kartkę z tekstem i powiedział, co mam śpiewać. Po chwili śpiewaliśmy tę piosenkę:

When you're on your own
 Drowning alone
 And you need a rope that
 Can pull you in Someone will throw it
 And when you're afraid That you're gonna break
 And you need a way to feel
 Strong again Someone will know it

And even when it hurst the most
 Try to have a little hope
 That's someone's gonna be
There when you don't
 When you don't

 If you wanna cry I'll be your shoulder
If you wanna laugh I'll be your smile
 If you wanna fly I will be your sky
 Anything you need that's what I'll be
 You can come to me
You can come to me.

Zeszłam wzruszona ze sceny i zobaczyłam jak blondynka, która była z Rossem zabija mnie wzrokiem.
Przewróciłam oczami i wróciłam na scenę przywołać kogoś kto by chciał zaśpiewać. Tym razem, ludzie się ośmielili i śpiewali. Każdy się zgłaszał i śpiewał. A ja poszłam z powrotem do pracy.
Stałam przy stoliku czyściłam go  ścierką.
- Matko jakie ty masz seksowne ciało. Dziewczyno, nie kuś mnie tak, bo zwariuje. - Odwróciłam się do tego kogoś. To znów ten blondyn o imieniu ''Ross''. Lampił się we mnie jak w obrazek.
- Człowieku, kiedy ty się odczepisz ? - Zapytałam ironicznie.
- Nigdy. No chyba że się poddajesz. Będziesz moja.
- Nigdy  się nie poddam. - warknęłam. Spojrzałam w stronę tej blondynki, która przyszłą z blondynem.
Raziła mnie wzrokiem.
- Może idź już do swojej dziewczyny, co? Chyba jest zazdrosna. - Wskazałam mu na tę blondynkę.
- To nie moja dziewczyna, tylko przyjaciółka. - odpowiedział.
- Taa, nie udawaj. - mruknęłam, idąc myć dalsze stoliki, ale ten baran ponownie złapał mnie za rękę i przysunął do siebie, tak że teraz jakby ktoś z nas się poruszył doszło by do pocałunku.
- Nie udaję, mi zależy tylko na tobie. - Szepnął mi do ucha. Aż mnie ciarki przeszły. Co za debil. Odepchałam go szybko od siebie.
- Idź sobie! Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! - Krzyknęłam i odeszłam się przebrać, zaraz kończę pracę. Ubrałam na siebie kurtkę, pożegnałam się z Raini i wyszłam z knajpy w stronę domu.
Idąc słuchałam muzyki. Cały czas czułam że ktoś mnie obserwuję. To było dziwne. A jednak się nie myliłam, na drodze, stanął mi blondyn.
- Czego znowu ?! - Powiedziałam oschle, idąc dalej i nie patrząc na niego. - Odczepisz się wreszcie. - dodałam.
- Nigdy, kochanie. - rucił nagle i pewnie zrobił ten swój uśmieszek. Ughh jak on mnie wpienia.
- Człowieku, daj mi spokój. - warknęłam odwracając się od niego. I znowu złapał mnie  za ramię.
- Słuchaj mała! Nie wkurzaj mnie, bo to się źle skończy. - powiedział oschle.
- Co! Zgwałcisz mnie i pójdziesz do następnej ?. - Odegrałam się.
- Nie.....jestem........taki. - Mówił z przerwami. Aha i już mu uwierzę.
- Nie znam cię a ty mnie. Zapomnij o mnie a ja o tobie. Czy tak, nie będzie najlepiej ? - Zapytałam, stojąc przed nim.
- Nie, choć bym chciał nie zapomnę, bo mi odmówiłaś. - złapał mnie za ramiona. Szybko go odepchałam.
- No to co z tego? Nigdy się w tobie nie zakocham! Nigdy mi się nie spodobasz, nigdy, nigdy, nigdy.
- Nigdy nie mów nigdy kotku. - Znów się do mnie przystawia. Podszedł i tak po prostu pocałował mnie w polik. Fuuj, szybko zetarłam jego ślinę ręką. Z nim się nie da żyć.
- Nie. Przestań. Nara. - Oschle rzekłam i poszłam od tego wariata. Muszę się wyspać jutro kolejny dzień, pełen przygód z Ross'em w roli głównej.

*Ross*
Dlaczego ona musi być taka uparta?!. Ale co ja zrobię, że ona mnie tak pociąga. Muszę wymyśleć jakiś dobry plan żeby mi uległa w końcu. Laura Marano będzie jeszcze moja. Tylko nie wiem w jaki sposób.
Poszedłem z powrotem pod knajpę, w aucie czekała moja przyjaciółka Susan. Była wściekła.
- Co ci jest ? - zaśmiałem się.
- Po co ją tak podrywasz ? - krzyknęła.
- A co? Nie mogę? Zabronisz mi? - odpowiedziałem jej oschle.
- Podrywasz każdą dziewczynę jaką spotkasz! - znowu krzyknęła.
- Przecież ciebie nie podrywam! - ponownie krzyknąłem.
- No właśnie! - odkrzyknęła.
- Co ty, zakochałaś się we mnie ? - zapytałem już z mniejszym tonem.
- Pff, jaa ? w tobie ? Cooooo? - pisnęła. - Nigdy w życiu.
- To dobrze. Bo ja nie jestem zainteresowany tobą. Jesteśmy przyjaciółmi. - rzuciłem, zapiąłem pas, ona też i jechałem ją odprowadzić do domu a potem sam pojadę na chatę. Marano będzie moja. Oj, tak, tak.


*Susan*
 Nie no było już tak pęknie. Byliśmy prawie razem. Ale ta głupia Laura się musiała wciąć we wszystko. No normalnie ją uduszę. Ross jest mój i tylko mój, nikt mi go nie odebierze. NIKT. Zawsze musi być jakaś dziewczyna, a ja to co?..



TA DAM! I MAMY ROZDZIAŁ!  :***. Podoba się ?. Ludzie komentujcie, my wiemy że czytacie, jesteście ale potrzebna jest nam motywacja do pisania czyli nasi czytelnicy którzy tu są i komentują :D.
Jak tam po testach 3 klasiści ? Mam nadzieje że dobrze poszło. :).
Pozdrawiamy. ~ RYBA XDD ~ Abi.
Komentujesz-Motywujesz!
Buziaki miśki :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :*.



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 2

*Oczami Laury*
Podałam zamówienie, które wcześniej złożył blondyn. Zapłacił, a ja odeszłam. Jego paczka dziwnie się śmiała. I zresztą nie dziwie im się. Nie śmiała się ze mnie lecz z niego. Czemu? Takim tekstem chciał mnie wyrwać. Jego nie doczekanie.
Po kilku godzinach jego paczka się rozeszła, jednak on został i non stop się na mnie patrzył. Wieczorem, kiedy skończyłam pracę wyszłam. Tak jak zawsze szłam prosto do domu. Jednak ktoś nagle mnie złapał za rękę. To był ten blondyn z baru.
-No hejka, mała.-uśmiechnął się do mnie. Ale tak dziwnie.
-Przepraszam, ale muszę już iść. -chciałam wyrwać rękę, ale pociągnął mnie za nią tym samym zmuszając bym spojrzała mu w oczy.
-O co chodzi?.-powiedziałam na odczepnego.
-Nie podobam ci się?-spytał i przysunął się do mnie.  Az mnie ciarki przeszły. Nie przyjemne.
-Człowieku opanuj się!-krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z jego uścisku po czym pobiegłam do domu. Daleko nie miałam. Kiedy weszłam do domu od razu przywitałam się z rodzicami:
-Hej!-rzuciłam na wstępie.
-Hej kochanie!-odpowiedziała mama. Coś tu nie gra. Nigdy tak mi nie odpowiada.
-Coś się stało?-powiedziałam nie pewnie.
-Kochanie, wyjeżdżamy z tatą na dwa miesiące do Hollywood.
-Po co?
-W celach zarobkowych, ale nie martw się. Zostaniesz z siostrą.
-Super! Normalnie nie to jak mieć ful kasy i jeszcze jechać, aby zostawić dzieci.
-Ale z ciebie egoistka! A kto na was całe życie haruje! I tyle z tego mamy?
-Ughhh!-rzuciłam i poszłam do siebie. Egoistka? To oni są egoistyczni! Zostawiają mnie tu! Z siostrą! Ale rodzice. Normalnie pozazdrościć.
Po chwili znajdowałam się w pokoju. Nie miałam zamiaru zapalać światła, więc po prostu rzuciłam się na łóżko.
-Zmęczona?-usłyszałam za sobą męski głos. Momentalnie wstałam i zapaliłam światło. Tam stał nie kto inny jak blondyn. Jak on tu wszedł? Chyba już wiem. Okno otwarte. Zapomniałam zamknąć kiedy wychodziłam do pracy.
-Co tu robisz!-szepnęłam tak, aby nikt poza blondynem mnie nie usłyszał.
-Przyszedłem cię odwiedzić-powiedział do mnie również szeptem.
-Po co?!-warknęłam na niego. Kiedy to mówiłam słyszałam jak po schodach idzie moja siostra i mnie woła.
- Idź stąd proszę, Vanessa tu idzie. Do szafy, gdzie kolwiek. - Wepchnęłam go szybko to mojej osobistej łazienki.
- Proszę! - Rzuciłam.
- Laura, czy ja słyszałam męski głos ? Kto tu był ? - Zapytała mnie, wchodząc do pokoju.
- Niee, chyba ci się przesłyszało. - rzekłam nerwowo.
- Jesteś pewna ? - Uniosła brwi.
- Tak, na pewno. - Powiedziałam z przerażeniem w oczach. - A co chciałaś ? - próbowałam się wymigać. Boże jak on wyjdzie z toalety to go zabiję.
- Wiesz, rodzice wyjeżdżają dziś o 21 czyli za godzinę. Słyszałam waszą rozmowę na dole. Nie martw się, teraz to ja mogę być twoją drugą mamą, jeśli chcesz.
- Mam już dosyć rodziców, wielcy mi rodzice, obiecali poprawę a co z tego mam?! No właśnie! Oni nigdy się nie zmienią. Nie chcę i nie będę się z nimi żegnać. - Krzyknęłam.
- Wiesz co ?!. Ja też nie chcę i mam ich dość. To nie są rodzice, czasami czuję że oni w ogóle nas nie kochają. Idę im wygarnąć parę rzeczy. Wracam za pół godziny. - Powiedziała i wyszła trzaskając drzwi. Ojj, ale będzie wykład...
- Dobra, możesz wyjść. - Szepnęłam niesłyszalnie.
- Wow! współczuję  ci, mieć takich rodziców. Nie wierze że sama dajesz sobię radę.  - podszedł i spojrzał mi w oczy. Czy on próbuje dalej mnie udobruchać ?!!.
- Stary! Nie rozumiesz ? Nie podobasz mi się.
- Na pewno ? - Podchodził co raz bliżej mnie aż w końcu złapał mnie w pasie. Szybko go odepchałam.
- Nie możesz iść do jakiejś innej ? Bo ja nie jestem dziwką na każde twoje zawołanie. - Oburzyłam się.
- Jeszcze żadna dziewczyna mi nie odmówiła, dlaczego akurat tak piękna mi odmawia ? - Zapytał znów podchodząc niebezpiecznie blisko. Strasznie się bałam, ale nie dałam, tego po sobie ukryć.
- Dlaczego? Bo nie jestem szmatą! Założę się że każdą tak podrywasz i pewnie jeszcze wykorzystujesz. Może one są i głupie ale ja nie jestem, wiem co to znaczy i zrozumiałam że faceci chcą zawsze tylko jednego.... seksu. - Skończyłam swój monolog.
- Jesteś inna niż wszystkie dziewczyny, i to mnie pociąga.
- Czyli, to znaczy że się ode mnie już odczepisz ? - Zapytałam z nadzieją.
- Nie. Mam zamiar cię zdobyć za każdą cenę. Dobranoc Kochanie. Niech ci się przyśni przystojniak.... czyli ja. - Powiedział, puścił mi buziaka z powietrzu i wyszedł oknem. Aż mi się nie dobrze zrobiło.
Poszłam zamknąć okno a następnie po długim i ciężkim dniu w pracy iść się umyć. Jutro kolejny dzień pracy. Pamiętaj Laura, zawsze bądź dzielna i nigdy mu się nie daj. Pamiętaj, wiesz co przeżyłaś.



No to jest kolejny! :D. Pierwszą połowę pisała wspaniała Abi a drugą ja :D. Anaway, czy rozdział wam się podoba ?. Dziękujemy za tyle komentarzy pod 1 rozdziałem, to dla nas dużo znaczy. Dziękujemy jeszcze raz.
Do napisania Miśki. <3.

Komentujesz-Motywujesz! :).
~ RYBA XDD.
~ Abi.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 1

*Laura*
Witajcie w moim świecie, nie jest ono idealne jak myślicie, jest wręcz przeciwnie. Rodzice nie mają czasu na mnie ani na siostrę. Cieszę się  że mam chociaż siostrę. Z powodu firmy mamy musimy się przeprowadzić do L.A. Z jednej strony się cieszę a z drugiej nie. Cieszę się dlatego że nie będę musiała patrzeć na moich byłych którzy byli, ze mną dla  zakładu. Nie wiem dlaczego. A nie cieszę dlatego iż miałam przyjaciół w Teksasie. Dlaczego miałam ? Bo jestem teraz w samolocie i lecimy już do L.A.
Mam nadzieje że tam będzie lepiej.
- Witaj mój nowy domku! - Krzyknęłam wchodząc do całkiej nowej willi.
- Córciu nie tak cię wychowaliśmy. - Powiedziała moja '' Mama''. Przewróciłam oczami i od razu pognałam  z Vanessą do naszych pokoi. Kiedy już weszłam, mój wzrok przykuł wygląd mojego pokoju.
Był czerwony. Mój ulubiony kolor. Wszystko jest tak jak sobie wymarzyłam. Jest tylko jeszcze jedno. Muszę znaleźć sobie pracę. Wiem że moi rodzice są bogaci, ale chcę im pokazać że jestem odpowiedzialna za siebie. Ale oni i tak będą mieli to gdzieś. Nie ważne, nie chcę od nich pieniędzy chcę spróbować sama iść przez życie. Wiecznie od nich kasy brać nie będę. Kiedy się rozpakowałam, pognałam na dół do salonu.
- Mamo, tato wychodzę. Szukać pracy. - Powiedziałam dzielnie.
- Taa, dobra, dobra. Nie przeszkadzaj Laura, właśnie rozmawiam z ważnym klientem. - Oburzyła się. Widzicie? Czuję się jakby oni mnie nie kochali. Mam ochotę się rozpłakać, ale będę twarda i tego nie robię. Szybko wyszłam, z domu by poszukać jakiejś pracy. Mam nadzieje że ją znajdę.
Szłam nie martwiąc się niczym. Promyczki słońca delikatnie mnie ogrzewały. Zamknęłam na chwilkę oczy. I ja jak to ja musiałam w kogoś wpaść.
 -Przepraszam. Nic ci nie jest?-spytałam z troską w głosie. Przede mną stała dziewczyna o kręconych czarnych włosach, mniej więcej w tym samym wieku bądź nie wiele starsza.
 -Nie, nie. Nic mi nie jest. Jestem Raini, a ty?
 -Laura-powiedziałam i dałam jej rękę.
 -Przepraszam, ale się spieszę. Musze rozdać te ulotki z pytaniem o prace, znaczy z pytaniem czy ktoś nie chciał by pracować, zresztą po co ja ci to mówię? Nie ważne.
  - A co to za praca?-spytałam z ciekawości - Raini w ręku trzymała na oko 25 może 30 ulotek.
 -Jako kelnerka w knajpie ,,Karokie Dokie". - Odpowiedziała.
- Wiesz, to dobrze się składa, bo ja akurat szukam pracy. - Uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- To dobrze. Możesz zacząć od jutra. Godzina 8:00 w ,,Karaokie Dokie" tu masz adres. - Podała mi kartkę i odeszła. Jutro będzie ciężki dzień a zarazem poznam jakiegoś głupca......

*Ross*
Siema! Witajcie w moim świecie. Jestem Ross. Jak wiecie uciekłem z domu, bo moi cholerni rodzice musieli się rozstać. W sumie kiedyś byłem miły. Ale to była kwestia czasu, kiedy poznałem tę paczkę. Teraz jesteśmy rodziną. Właśnie siedziałem sobie na sofie popijając piwo z moją paczką. To był strasznie nudny dzień. Żadnej laski, nic.
- Hej Ross, podaj browarca. - odparła moja najlepsza przyjaciółka Susan, Susan Morgan. Jeśli myślicie że to moja dziewczyna to się mylicie. To tylko przyjaciółka. Jutro muszę iść do mojej ulubionej knajpy ,,Karaokie Dokie". Dlaczego ?. Tylko tam są najlepsze laski na świecie. Jest już grubo po 20. Ale co tam imprezę czas zrobić. A jutro na panienki. O tak, jutro będzie bardzo dobry dzień...

*Następny dzień* *Laura*

- O matko! już po 7! Nie mogę się spóźnić i to pierwszego dnia! - Wstałam szybko z łóżka, wzięłam rzeczy i pognałam do łazienki. Wybrałam na siebie ten zestaw, pomalowałam lekko rzęsy. zeszłam szybko do kuchni, zjadłam śniadanie i szybko wyszłam z domu. Poszłam pod ten adres jaki podała mi Raini.
- Jestem! - Krzyknęłam wchodząc do knajpki.
- Woah! Masz plus za niespóźnienie się. Tu masz fartuch idź się przebierz i wracaj, zaraz ludzie będą się schodzić. - Powiedziała uśmiechnięta i podała mi fartuch. Zrobiłam to co kazała i po chwili byłam już gotowa.
- Hej, Raini, a tu też można śpiewać ? - Zapytałam stojąc za ladą.
- Tak, taka nazwa ,,Karaoke Dokie". - Zaśmiała się.
- O! Idzie pierwszy klient. Idź go obsłuż. - rzuciła i podała mi notes.
- Dzień Dobry! Co podać ? - Powiedziałam uprzejmie.
- Helloł! - Pisnął. - Hmm, cheeseburgera do tego Cola z dodatkiem ciebie. - Prawie wszystko zanotowałam, na końcu o mało co oczy mi nie wyszły z orbit. Spojrzałam na tego kolesia, miał blond włosy, brązowe oczy i wglądał mi na totalnego debila.
- Amm, przepraszam, co ? - dodałam z zdziwieniem.
- Ciebie kotku, co ty na to na zbliżenie się do mnie ? - Tym razem wstał i pogłaskał mnie po policzku.
- Yyy, no chyba nie, spadaj. Zamówienie zaraz będzie.- Krzyknęłam i odeszłam.
- Czy ona mi właśnie odmówiła ? - szepnął, ale i tak to usłyszałam. Pff co za baran.
*Ross*
Czy ona mi właśnie odmówiła ?. Wow, wow, wow! Nikt ale to nikt nie odmawia Ross'owi.
Dziewczyna nie wie z kim zadziera. Jeszcze mnie pokocha...






Mamy 1 rozdział #YAY podoba się ?. Jest trochę krótki. ;/. :D. Anaway, podoba wam się wgl blog ?  :D.
Komentujesz- Motywujesz :D <3.
~ RYBA XDD.